|
Chińskie
mity
Chronologia ich
bajeczniejsza
jeszcze niż innych narodów, którzy
mniemając, że na starożytności sława państwa zawisła, ile możności
oddalają pierwiastki swoje.
Tak w XVIII w. pisał o Chinach Ignacy Krasicki. Dziś jednak chińska
ciągłość kulturowa, 5000 lat historii, odwieczny ateizm czy brak
potrzeby wolności to nieomal dogmaty, przywoływane w artykułach i
przewodnikach, powtarzane w programach radiowych i telewizyjnych,
wpajane tak chińskiej, jak zachodniej opinii publicznej. Ich
rozpowszechnianiu sprzyja klimat poprawności politycznej i relatywizmu
kulturowego, a także respekt przed odradzającym się gigantem. Ile w
tych mitach prawdy? Skąd się wzięły? I czemu są groźne?
5000 lat historii
„Chiny mają 5000 lat!” Te słowa zamykają usta krytykom rządu w Pekinie;
trudno pouczać tak doświadczony kraj… Ale co to tak naprawdę znaczy:
„mają 5000 lat”?
Tradycyjną historiografię chińską tworzono na potrzeby władzy
państwowej. Reinterpretując dawne mity, porządkując zagmatwane dzieje,
wypracowując wzorce zachowań pisarstwo to stworzyło dogmaty o
centralnym położeniu Chin pośród morza barbarzyńców czy o ciągłości
cywilizacyjnej i terytorialnej. Wielu zachodnich historyków poszło tym
tropem, powielając wizje przeszłości preparowane przez mandarynat.
Mity adaptowano do potrzeb tworzonej chronologii władców. Podania
zrodzone pośród plemion i społeczności zamieszkujących terytorium
przyszłych Chin przed okresem zjednoczenia starano się połączyć w
spójny obraz. Legendy traktowano jako ślady wspólnej historycznej
przeszłości; dawne bóstwa stawały się cesarzami z pomroki dziejów, a
nowych cesarzy uświęcano.
Z pierwotnej mitologii chińskiej przetrwało niewiele. Zagadkową
wzmiankę o czterech głowach Żółtego Cesarza zracjonalizował już
Konfucjusz, wedle którego oznaczała po prostu, iż pod rozkazami Cesarza
czterech ludzi rządziło czterema kierunkami. W ten sposób
‘humanizowano’ wiele mitycznych istot. Królowa Matka Zachodu,
przedstawiana zrazu jako „zsyłająca na świat dżumę istota o
rozczochranych włosach, z ogonem lamparta i zębami tygrysa” z czasem
przeistoczyła się w dobrotliwą niebiańską władczynię.
W rezultacie tych wszystkich zabiegów początkiem swojej cywilizacji
Chińczycy ogłosili rządy cesarzy-demiurgów. Rozpoczął je w 2852 r.
p.n.e. Fuxi, który udomowił zwierzęta i wynalazł rodzinę. Huangdi,
Żółty Cesarz (panował w latach 2697-2598 – 99 lat!), oprócz zapewnienia
swojemu ludowi władania doliną Rzeki Żółtej wynalazł łuk, łodzie, wozy,
ceramikę, pismo i jedwab. W 2205 r. p.n.e. rządy objęła dynastia Xia –
tradycyjna chronologia szczegółowo wylicza kolejnych jej władców. W
1766 r. p.n.e. do władzy doszła dynastia Shang i to od niej dopiero
zaczynają się archeologiczne dowody istnienia tamtejszej cywilizacji.
Interes polityczny przesądził o tym, że po masakrze na placu Tiananmen,
gdy w Europie upadał komunizm, jednostronnie interpretowana
starożytność Chin stała się dla komunistów zbawiennym narzędziem
propagandy rządów autokratycznych, rzekomo zaprowadzonych okrągłych
5000 lat temu nad już uformowanym narodem chińskim. „Chiny niezmiennie
były i będą” – tak zdaje się brzmieć credo wychowania patriotycznego,
którego celem jest kreowanie nowego panchińskiego poczucia wspólnoty w
ramach „Wielkich Chin”, a także zbijanie obcokrajowców z tropu.
Starożytność jest wartością samą w sobie, często wbrew faktom i logice;
dziś wszystko w Chinach ma „tysiące lat”, nawet porcelana z epoki Ming
(1368-1644 n.e.).
Trzeba dawnym historiografom oddać, że ich chronologia władców Shang,
spisana dopiero w I w. p.n.e., okazała się w ogromnej mierze zgodna z
informacjami zapisanymi na kościach wróżebnych z XIV w. p.n.e. Nie da
się wykluczyć, że także istnienie mitycznej dziś dynastii Xia może
zostać kiedyś potwierdzone, lecz nawet to nie spowoduje, że 5000
tysięcy lat historii przestanie być tylko zgrabnym hasłem, wywiedzionym
z miłych chińskiemu uchu legend.
Ciągłość i jedność
Chińscy historycy z reguły opowiadają się za teorią samoistnego rozwoju
cywilizacji chińskiej. Odrzucają ewentualność, że technologia
wytwarzania brązu, uprawa pszenicy, powozy, łucznictwo czy udomowienie
konia mogły przyjść z zewnątrz. Nawet jeśli jednak wynalazki te
istotnie powstały tu niezależnie, nie znaczy to, że obszar dzisiejszych
Chin był kulturowo jednorodny.
Część sinologów już w kulturach pierwotnych, zamieszkujących tysiące
lat temu terytorium dzisiejszych Chin, dopatruje się korzeni zwyczajów
późniejszej cywilizacji chińskiej. Inni wskazują, że musiały być one
równie zróżnicowane, co amerykańscy Indianie przed przybyciem
Europejczyków. Jedni prawdziwy początek widzą w dysponującej pismem
dynastii Shang, państwie już zorganizowanym, o wysokim poziomie kultury
materialnej (wspaniałe brązy), którego przewaga nad otaczającymi
cywilizacjami neolitycznymi miała przynieść narodziny sinocentryzmu.
Drudzy umiejscawiają początki „chińskości” dopiero w pierwszym
tysiącleciu p.n.e., kiedy to ruszyły procesy prowadzące do powstania
tak kluczowych zjawisk, jak konfucjanizm, taoizm, legizm i motizm.
Jeszcze inni twierdzą wreszcie, że chiński naród uformował się dopiero
w XX w. pod wpływem zderzenia ze światem zewnętrznym, gdy idea imperium
okazała się zbyt luźna i niejasna, by jednoczyć.
W roku 1122 p.n.e. państwo Shang upadło w starciu z Zhou. Podobnie jak
legendarna Xia, a także Shang, dynastia Zhou zajmowała niewielki w
porównaniu z dzisiejszymi Chinami obszar w dolinie Rzeki Żółtej.
Panowała za to najdłużej w dziejach Chin, bo aż 873 lata. Nie oznaczało
to jednak stabilizacji. Zhou była dynastią słabą, z czasem ograniczoną
wyłącznie do funkcji rytualnych. Domenę królewską otaczały lenna, im
dalej położone, tym pod większym wpływem państw „barbarzyńskich”. Około
770 r. p.n.e. najazd barbarzyńców zmusił władcę Zhou do ucieczki ze
stolicy. Podział kraju postępował. Każde z państw miało wyraźne
poczucie tożsamości, wynikłe z własnej historii i specyficznych cech
swojej kultury. Wódz ludu Rong, sprzymierzonego z państwem Jin,
powiedział w roku 599 p.n.e.: „Napoje, żywność i ubranie ludu Rong
całkowicie różnią się od używanych przez lud Hua. Nie wymieniamy z nimi
darów. Nasze języki są wzajemnie niezrozumiałe.” Te różnice, w
dziedzinie języka utrzymujące się do dziś, z jednej strony inspirowały
filozofów („sto szkół”), z drugiej wywoływały nieustanne walki
wszystkich ze wszystkimi.
Kres zamętowi położyło państwo Qin, powstałe na terenach, z których
wcześniej wypędzono władców Zhou. Uznawane zrazu za zacofane i dzikie,
podjęło trud reform w zgodzie z duchem legizmu, by idąc od zwycięstwa
do zwycięstwa zjednoczyć kraj i w 221 r. p.n.e. rozpocząć epokę
cesarstwa.
Późniejsi historiografowie przedstawiali Pierwszego Cesarza,
Shihuangdi, jako zabobonnego okrutnika i megalomana. Zjednoczenie, czy
raczej ujednolicenie, przebiegało bez oglądania się na nic. Cesarz
kazał spalić bezcenne księgi oraz 460 uczonych, by otworzyć nową erę.
Miał to być początek dynastii panującej przez 10000 pokoleń. W
rzeczywistości panowała 15 lat. Po niej nastąpiło 26 dynastii, często
niechińskiego pochodzenia, eliminujących jedna drugą w krwawych
powstaniach i podbojach.
Samo określenie „dynastia” (chao) może być mylące, sugeruje bowiem
proste następstwo panowania nad krajem, gdy tymczasem często rządziło
kilka „dynastii” naraz. Do XX w. Chińczycy nie mieli nawet wspólnego
słowa na określenie swojej ojczyzny – kraj na ogół nazywano na cześć
panującej dynastii. Czyżbyśmy więc zamiast kolejnych dynastii
panujących nad odwiecznymi i jednolitymi Chinami mieli do czynienia
raczej z wielością „państw chińskich”?
Stosunek do obcych rządów najlepiej ilustruje przykład mongolskiej
dynastii Yuan. Tak z chińska nazwał ją Kubilaj-chan, wnuk
Czyngis-chana. Ten ostatni rozpoczął podboje, które nie ustały po jego
śmierci w 1227 r. Mongołowie zajęli Chiny, Tybet i inne państwa Azji,
tworząc największe jednolite imperium w dziejach. Kubilaj-chan uczynił
swojego dziadka pośmiertnie założycielem Yuan, co z czasem dało
Chińczykom asumpt do twierdzenia, że tereny pod panowaniem Mongołów
znajdowały się w istocie pod panowaniem Chińczyków.
Komuniści, którzy dziś tak gorliwie szukają legitymizacji autokratyzmu
w tradycji cesarstwa, jeszcze nie tak dawno byli zajadłymi wrogami
tradycji. Historiografia komunistyczna przez długi czas widziała w
cesarstwie i konfucjanizmie modele negatywne. Po proklamowaniu
Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. rozpoczęło się przekształcanie
społeczeństwa i kraju zgodnie z nowym duchem. Upraszczano pismo,
wykorzeniano dawne obyczaje, tępiono elitę intelektualną, zmieniano
oblicze miast poprzez masowe wyburzenia, przekształcano rolnicze Chiny
zgodnie z radzieckim kultem przemysłu ciężkiego. Dziś większość
chińskich miast to pozbawione przeszłości molochy, gdzie najstarsze
budynki liczą kilkadziesiąt lat.
Kraina ateistów
Wolter w Historii powszechnej opisał chińskie społeczeństwo jako
moralne bez religii. Wizję tę Zachód zawdzięcza jezuitom, którzy
pojawili się w Chinach w XVI w. Interesowała ich jednak kultura
dworska, nie ludowa, filozofia, nie religia. Począwszy od Mateo
Ricciego (1552-1610) dostrzegali głównie konfucjanizm, który uważali za
świecką ideologię państwa, zaś kult przodków interpretowali jako prostą
cześć dla zmarłych. Ojciec Louisie Lecomte z podróży w latach 1686-1691
wysnuł wniosek, że Chińczycy są niczym puste naczynia, czekające na
chrześcijańskiego Boga. Nie mógł nie widzieć przejawów buddyzmu i
taoizmu – w samym Pekinie znajdowało się podówczas prawie tysiąc
świątyń – ale tylko na marginesie wspomniał o „przesądnych praktykach”,
nie zasługujących na miano religii. To właśnie relacje jezuitów
wykreowały na Zachodzie wizerunek Chin jako ateistycznego acz moralnego
społeczeństwa, rządzonego przez cesarza-filozofa.
Już jednak podróżnicy holenderscy, udający się do Chin od XVII w. w
celach handlowych, z większą uwagą przyglądali się religiom ludowym –
taoizmowi i buddyzmowi. Taoizm, wywodzący się od mędrca Laozi (VII-VI
w. p.n.e.), to połączenie religii, filozofii i magii, z obszernym
panteonem bóstw, technikami osiągania nieśmiertelności i rozbudowanym
rytuałem. Przed komunistycznymi czystkami liczbę taoistycznych świątyń
w Chinach oceniano na 20000. Z kolei buddyzm przywędrował do Chin z
początkiem naszej ery. Jego złoty wiek to stulecia VI-IX, czyli rządy
dynastii Sui i Tang. Dziś Chiny szczycą się wspaniałymi buddyjskimi
grotami i najwyższym na świecie posągiem Buddy w Leshan.
W Chinach nigdy nie wytworzyła się warstwa kapłańska. Nie znaczy to
jednak, że religia nie miała przystępu do najwyższych sfer; wręcz
przeciwnie. Sam władca, jako Syn Nieba, miał bezpośrednią łączność z
bóstwami. Za dynastii Ming doroczne modły o urodzaj miały postać
niezwykle widowiskowej ceremonii w pekińskiej Świątyni Nieba.
Wielkie powstanie chłopskie Tajpingów (1850-1864) wyrosło z sekty
religijnej powstałej na bazie swoiście pojmowanego chrześcijaństwa.
Druga połowa XIX w. to powstania muzułmańskie w Xinjiangu i północnych
Chinach, zaś przełom XIX i XX w. to antykolonialne powstanie Bokserów,
odprawiających mistyczne obrzędy mające zapewnić im niewrażliwość na
pociski karabinowe.
Chrześcijaństwo zyskiwało na znaczeniu w miarę postępowania procesu
erozji cesarstwa. Wiele ważnych osobistości było chrześcijanami, jak
Sun Yat-sen, pierwszy prezydent Republiki Chińskiej.
Różnorodność religijna dawnych Chin przypominała tę w dzisiejszych
Indiach, lecz wygnanie misjonarzy, sekularyzacja mnichów i niszczenie
świątyń w okresie komunizmu zachwiały pozycją religii. Nie zdołały jej
jednak wykorzenić. W ostatnich latach najbardziej jaskrawym przykładem
potrzeby religii w Chinach i stosunku do niej władz jest prześladowanie
mistycznego ruchu Falungong, do której przystąpić miało podobno 50
milionów Chińczyków. Zgromadzenia religijne (jak oficjalny „Kościół
Patriotyczny”), mianowanie biskupów, nawet reinkarnacja – rząd chyba
nie bez powodu chce mieć to wszystko pod kontrolą.
Genetycznie niewolni
Ma Ying-jeou, dzisiejszy prezydent Republiki Chińskiej (oficjalna nazwa
Tajwanu), powiedział w 2005 roku: „Demokracji można się nauczyć”.
Przyczyn słabości kraju, jak korupcja czy nieposzanowanie prawa,
ówczesny mer Tajpej upatrywał nie w chińskich cechach kulturowych, lecz
w nieudolności władz. „Chińczycy są tacy sami jak wszyscy ludzie:
zatrzymują się na czerwonym świetle, jeżeli grozi im kara. Nie ma to
nic wspólnego z chińską kulturą.”
Tajwan jest solą w oku Pekinu. Prawicowy reżim w Tajpej aż do 1971 r.
reprezentował Chiny w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Dziś wobec potęgi ChRL
Tajwan niewiele znaczy, ale kiedy w 1949 r. partia Kuomintang (która
niedawno wróciła tam do władzy) uciekła przed komunistami na „Piękną
Wyspę” u wybrzeży prowincji Fujian, miała legitymizację pochodzącą nie
tylko z poparcia świata, ale także z demokratycznych wyborów w 1913 r.
Świadome agonii cesarstwa społeczeństwo chińskie poparło wtedy ideę
republiki.
Ówczesny krótkotrwały parlamentaryzm był tylko elementem wolnościowych
przemian, których sceną były Chiny końca XIX i pierwszej połowy XX w.
Presja mocarstw kolonialnych, archaiczne rządy, skostniałe struktury
wymagały poszukiwania nowych rozwiązań. Chińska elita przetrawiła wtedy
intelektualnie wiele zachodnich idei i wydarzeń (w tym rozbiory
Polski), szukając modelu, który zapewniłby Chinom przetrwanie.
Rozważano i wdrażano idee konstytucjonalizmu, emancypacji, samorządu,
debatowano nad właściwym modelem gospodarczym, spierano się o rolę
tradycyjnej chińskiej kultury. Stare wzorce zachowań nie wytrzymywały
konfrontacji z pędem do osobistej niezależności – dzisiaj na Tajwanie,
ale też w Szanghaju i innych wielkich miastach Chin brzmią echa
przemian obyczajowych zachodzących długo przed nadejściem komunizmu.
Kraj nie miał jednak zaznać spokoju. Władztwo lokalnych przywódców
wojskowych, wojna domowa między Kuomintangiem a rosnącą w siłę
Komunistyczną Partią Chin, podporządkowanie państwa interesom
rządzących, wreszcie inwazja japońska nie pozwalały okrzepnąć rodzącemu
się społeczeństwu obywatelskiemu.
Pierwsza faza komunizmu to okres entuzjazmu i rosnącego zaufania do
KPCh. Trendy wolnościowe nie zamarły od razu, ale już kampanie
przeciwko kapitalistom i „kontrrewolucjonistom” z początku lat 50.
zapowiadały tragedie następnych lat. Łabędzim śpiewem demokracji była
konstytucja z 1954 r., która przewidywała bezpośrednie wybory przez
ludność tylko zgromadzeń przedstawicieli ludowych najniższego szczebla,
wybierających z kolei zgromadzenia wyższego szczebla; na szczycie tej
struktury znajdowało się Ogólnochińskie Zgromadzenie Ludowe. Nie
wszyscy członkowie należeli wtedy do KPCh, ale zgromadzenia uprawnione
były tylko do dyskusji; realną władzę sprawowały komitety partyjne. Po
kampanii „Niech rozkwita sto kwiatów”, rozpoczętej w 1956 r., kiedy
zalew krytyki ze strony inteligencji przeszedł najśmielsze oczekiwania
Mao, ruszyła kampania przeciw prawicowcom, czyli w dużej mierze przeciw
wykształconej w latach 30. i 40. prozachodniej elicie. Ofiarą padła co
najmniej połowa chińskich intelektualistów. Samodzielne myślenie i
dążenia wolnościowe bezwzględnie zduszono.
Dzisiejsi komuniści z jednej strony odrzucają ideę demokracji w Chinach
na gruncie jej rzekomej nieprzystawalności do odwiecznych „uwarunkowań
narodowych” (quoqing), a z drugiej szukają legitymizacji poprzez ściśle
kontrolowane wybory na niższych szczeblach administracji. Głoszą, że
prawa człowieka zagrażają przetrwaniu państwa, lecz w 2004 r. wpisali
je dla uciszenia krytyki do konstytucji. Twierdzą, że system jest
„naturalny”, ale skwapliwie kontrolują oddolne organizowanie się
Chińczyków.
Tajwańczykom, Japończykom i Koreańczykom z południa dziedzictwo
orientalnego despotyzmu nie uniemożliwia podejmowania decyzji przy
urnie wyborczej, a wolność słowa nie zagraża upadkiem ojczyzny.
Powoływanie się przez chińskich komunistów na dziedzictwo cesarstwa,
które sami niszczyli, jest tylko retoryką, za którą kryje się
prozaiczna chęć utrzymania pełni władzy. Retoryką, jak wiele innych
„chińskich mitów”, od stuleci zaćmiewającą zachodnie umysły.
Źródła
E. Kajdański, Chiny – leksykon, Warszawa 2005
G. Sorman, Rok Koguta, Warszawa 2006
I. Krasicki, Historia, Kraków 2002
J. Pimpaneau, Chiny – kultura i tradycje, Warszawa 2001
J. King Fairbank, Historia Chin, Warszawa-Gdańsk 2004
J. Man, Czyngis-chan, Warszawa 2006
J. Man, Kubiłaj-chan, Warszawa 2007
J. Clements, Pierwszy Cesarz Chin, Warszawa 2006
J. Lowell, Wielki Mur Chiński, Warszawa 2007
J. Chang, Dzikie łabędzie, Warszawa 2006
M. J. Künstler, Mitologia chińska, Warszawa 2001
O. Weggel, Chiny, Warszawa 2006
P. B. Ebrey, Historia Chin, Warszawa 2002
Sy-ma Ts’ien, Syn Smoka, Warszawa 2000
|