| |
[coś w rodzaju streszczenia
wersji drukowanej
znajduje się na stronie
internetowej Podróży]
Chiny
– przyszłość vs przeszłość
Chiny
mają wiele twarzy. W Chinach przygoda czeka za każdym rogiem.
Chiny można kochać lub nienawidzić, ale nie da się być wobec nich
obojętnym… Każdy z tych turystycznych frazesów stosuje się do Chin. I
każdy jest wobec nich bezradny.
Czytając o Chinach łatwo wpaść w bezkrytyczny zachwyt. Pięć tysięcy lat historii, zawrotny rozwój gospodarczy, wspaniałe zabytki, kolebka prochu, druku, papieru i kompasu, przebogata kuchnia, wielość kultur, wybitna myśl filozoficzna i techniczna... Równie łatwo doznać po przyjeździe zaskoczenia. Dawni zachodni podróżnicy i misjonarze pod względem obszaru, różnorodności obyczajów i klimatu porównywali Chiny do całego kontynentu europejskiego. Dzisiejsze Chiny lubią powoływać się na dawny splendor. Każdy region turystyczny sięga do przeszłości, by wydobyć z niej coś jedynego w swoim rodzaju, co przyciągnie i oczaruje turystę. Ale nie zdziwmy się, kiedy śpiewająca regionalną pieśń dziewczyna w tradycyjnym lokalnym stroju będzie mieć na nogach adidasy, a w dłoni mikrofon. Zresztą sama pieśń może pochodzić z zupełnie innego rejonu Chin. Dzisiejszych Chińczyków cechuje nieznane Europejczykom poczucie bezpośredniej więzi z kulturami zamieszkującymi te ziemie jeszcze w epoce neolitu. Po części to zasługa dawnych kronikarzy i uczonych, reinterpretujących mity w kategoriach państwowotwórczych, a po części komunistycznego „wychowania patriotycznego”. Współczesne Chiny mają się za bezpośredniego spadkobiercę tradycji sięgającej mitycznego Żółtego Cesarza (III tyś. p.n.e.). I tak też chcą być postrzegane za granicą. Tymczasem Chiny na dobre wkroczyły na arenę dziejów w VIII w. p.n.e., wraz z początkami procesów, które miały doprowadzić do powstania tak kluczowych dla „chińskości” zjawisk, jak konfucjanizm i taoizm. Zjednoczenie kraju przez dynastię Qin (221 - 206 p.n.e.) i okrzepnięcie cesarstwa pod dynastią Han (206 p.n.e. - 220 n.e.) stworzyło pojęcie Chin, które pozwoliło temu olbrzymiemu krajowi przetrwać liczne najazdy i okresy rozbicia. Do dziś, pomimo różnic, także językowych, między mieszkańcami odległych od siebie regionów, świadomość przynależności do jednego Państwa Środka jest powszechna i niepodważalna. Zachodni turysta może czuć się nieco skołowany. Tam, gdzie w Europie podziwia liczne stu- czy kilkusetletnie zdobne kamienice, bez trudu odnajduje zabytkowe kościoły i zamki, tu ogląda lśniące drapacze chmur lub kilkudziesięcioletnie obskurne prostopadłościany. A przecież w Państwie Środka o starożytne zabytki powinien się potykać! Czas w Chinach zdaje się płynąć inaczej. Porcelana z epoki Ming (1368-1644) staje się w ustach przewodnika „tysiącletnia”, średniowieczne pagody czy bramy memorialne z ostatnich stuleci określa się pojemnym mianem „starożytnych”, miasta zaś są tak stare, jak najwcześniejsze osady prehistoryczne w ich okolicy. Tymczasem trudno w Chinach o budowle mogące rywalizować wiekiem z Partenonem czy Koloseum, nie wspominając o piramidach albo Stonehenge. Imponujący grobowiec pierwszego cesarza Qin Shihuangdi niedaleko Xian i jego armia z terakoty z III w. p.n.e. to wyjątek. Po części wynika to z charakteru chińskiej architektury. Kiedy w Europie i na Bliskim Wschodzie obrabiano kamień, wypalano cegły i stosowano beton, Chińczycy doskonalili się w budowaniu z mniej trwałych materiałów – głównie drewna i suszonych cegieł. Żniwo zebrały też zawieruchy dziejowe. Od czasu ustanowienia Chińskiej Republiki Ludowej w 1949 r. przez kraj przetoczyły się trzy fale masowych zniszczeń. W latach 50. społeczeństwo, które zawsze z rewerencją patrzyło w przeszłość, zmuszone zostało do Wielkiego Skoku Naprzód. Pod wpływem hasła Mao Zedonga „Stare musi służyć nowemu” miasta odarto z zabytkowych murów obronnych i starówek. Wielu bezcennych zabytków Pekinu z epoki cesarstwa nie ocaliły starania wykształconej elity. Druga fala przyszła wraz z rewolucją kulturalną (1966-76). Wtedy to czerwonogwardziści dewastowali zabytkowe szkoły, świątynie i urzędy, posągom urąbywali głowy, palili księgi, niszczyli antyki. Fala trzecia to dzisiejsza ekspresowa modernizacja, której symbolem są Igrzyska Olimpijskie w 2008 r. i Tama Trzech Przełomów na Jangcy. Buldożery połykają pozostałości przedrewolucyjnych Chin w tempie błyskawicznie dezaktualizującym przewodniki. Tam, gdzie jeszcze wczoraj rozciągała się zachwalana starówka, dziś chroboczą betoniarki i sypią się skry spawarek. Przed nowym nie są bezpieczne nawet słynne pekińskie hutongi czy mniej znane odcinki Wielkiego Muru. Niszczące działanie czasu i człowieka okazało się zabójcze dla zbyt wielu wspaniałych osiągnięć chińskiej kultury i cywilizacji. Dziś wszystko zdaje się być podporządkowane dwóm celom - modernizacji i turystyce. Prognozy, że do 2015 r. Chiny będą najczęściej odwiedzanym krajem świata (obecnie są czwarte, po Francji, Hiszpanii i USA), mają bezpośredni wpływ na stan dziedzictwa nie tylko w stolicy. Poza najsłynniejszymi zabytkami, zwraca się wreszcie uwagę na zaniedbane obiekty, wykorzystywane dotąd powszechnie jako domy mieszkalne, szkoły lub fabryki. Niestety, renowacja renowacji nierówna. Odnawianie zabytków często oznacza tu po prostu stawianie replik. To, plus komercjalizacja i masowa turystyka krajowa, powoduje, że wiele miejsc traci ducha. A jednak Chiny wciąż pozostają Chinami. Nie sposób nie zachwycić się klasztorami, wkomponowanymi w górski krajobraz tak przemyślnie, że nie można go sobie bez nich wyobrazić. Malarstwem chińskim, tak odmiennym od europejskiego, symbolicznym i ulotnym. Tradycyjną muzyką, nadużywaną czasem lub przeciwnie, ginącą w zgiełku nowego popu, a jednak niezaprzeczalnie egzotyczną. Kuchnią, chłoszczącą podniebienie osobliwymi kombinacjami smaków, niekiedy odpychającą, lecz wciąż pełną nowych pokus. Zabytkami brzemiennymi w historię, tym cenniejszymi, im ciaśniej otoczonymi XX i XXI wiekiem. Ludźmi wreszcie, których obyczaje często szokują, ale którym wiele się wybacza, bo są... Chińczykami. I pomimo zawrotnego tempa przemian, pomimo globalizacji i rozwoju, podróżowanie po Chinach wciąż ma w sobie coś z odkrywania nieznanego. Jeśli cenimy bezpieczeństwo i wygodę, możemy zwiedzać kraj w klimatyzowanych autokarach, sunących po gładkich autostradach od jednego hotelu do drugiego. Jeśli jednak chcemy, możemy odkrywać Chiny na własną rękę. Ujrzymy wtedy kraj zawieszony pomiędzy przeszłością i przyszłością, niekiedy zaskakująco swojski, innym razem boleśnie obcy, czasem okrutny i brzydki, ale równie często przyjazny i zachwycająco piękny, a zawsze (uwaga, frazes!) jedyny w swoim rodzaju. MIASTA Po upadku cesarstwa porządek ten przestał obowiązywać, a po proklamowaniu ChRL uznano go wręcz za szkodliwy. Dzisiejsze chińskie miasta swój wygląd zawdzięczają niegdysiejszej całkowitej samowoli budowlanej i wzorcom radzieckim, a potem także kształconym na Zachodzie architektom. To zerwanie z tradycją najlepiej widać na przykładzie zbudowanych błyskawicznie i od zera miast Shenzhen i Zhuhai nieopodal Hongkongu. Pekin
Jedna z Czterech Wielkich Starożytnych Stolic - obok Nankinu, Luoyangu
i Changanu - Pekin (Beijing - „Północna Stolica”) widział różnych
władców, nosił różne nazwy i nieraz podnosił się z ruin. Współczesny
Pekin zawdzięcza wielkość władcom Ming, którzy przebudowali
wcześniejszą stolicę mongolskich cesarzy. Dziś znów przebudowywany,
obrasta drapaczami chmur, dusi się od smogu i tłumów, ale wciąż
fascynuje. Tu znajduje się większość głównych zabytków i atrakcji
Państwa Środka: Zakazane Miasto, Plac Niebiańskiego Spokoju, Pałac
Letni, Świątynia Nieba i Trzynaście Grobowców Mingów ze słynną Drogą
Duchów, wzdłuż której stoją parami kamienne posągi. Tu w hutongach
odnajdziemy atmosferę dawnych pekińskich domostw i zrobimy zakupy na
ulicy Wangfujing. Tu wreszcie wejdziemy na Wielki Mur, do którego
dojechać można bezpośrednio z miasta.Szanghaj
Największe miasto w Chinach nie jest ani najstarsze, ani najbardziej
„chińskie”. Niegdyś „Paryż Wschodu”, gdzie europejscy kolonizatorzy
rządzili się po swojemu, dziś rywalizuje z Hongkongiem o miano
gospodarczego centrum regionu. Zderzenie historii z przyszłością widać
najmocniej płynąc rzeką Huangpu - na wschodnim brzegu pną się ku niebu
futurystyczne wysokościowce dzielnicy Pudong, z wieżą telewizyjną
Oriental Pearl Tower na czele, na zachodnim kolonialna architektura
nabrzeża Bund przywodzi na myśl europejskie miasta.Ale w Szanghaju wciąż znajdziemy ślady dawnych Chin. Zabytkowe Stare Miasto to nie tylko wygięte na narożnikach ku niebu dachy i sklepy z pamiątkami, ale także chroniący przed duchami zygzakowaty most, prowadzący do herbaciarni Huxingting. Oprócz wykwintnych herbat dostaje się tam na przekąskę przepiórcze jaja, a na pożegnanie malowany wachlarz. Przed nami ów lokal odwiedzały znane osobistości. Obok rozpościera się malowniczy ogród Yuyuan z czasów dynastii Ming. Trzeba też zobaczyć birmańskiego Nefrytowego Buddę w świątyni o tej samej nazwie i klasztor Longhua z czterdziestometrową pagodą. Muzeum Szanghajskie posiada bogate zbiory dzieł sztuki i rzemiosła, w tym porcelany z epoki Ming. Wieczorem warto przespacerować się po Ulicy Nankińskiej. Hongkong
Od końca lat 90. już w granicach Chin, dawne przyczółki kolonialne
oferują atrakcje dość odmienne, niż reszta kraju. Hongkong to chyba
najbardziej przyjazne zagranicznemu turyście miasto Azji Wschodniej. Od
zawsze przenikały się tu kultury. Obcokrajowcy są częścią hongkońskiego
ekosystemu. Bez wysiłku wtopimy się w otoczenie, chłonąc atrakcje
miasta z łatwością, jaką zapewnia europejskie dziedzictwo, zarazem
pozostając w egzotycznej Azji. Pęd do przodu i supernowoczesna
architektura wypiera jednak to, co stanowiło o kolonialnej przeszłości.
Wytchnienie od nieustannej gonitwy można znaleźć w rozsianych po całym
obszarze świątyniach i na plażach cichych wysp.Makau
Pobliskie Makau, które niedawno odebrało Las Vegas tytuł światowej
stolicy hazardu, urzeka inaczej. O wyjątkowości miasta stanowią budowle
z okresu kolonializmu. Kamienice i kościoły w stylu portugalskim cieszą
oczy dekoracjami i pastelową kolorystyką. Tempo życia też jest tu inne
- mieszkańcy wyprowadzają na spacer… ptaki, i ucinają sobie leniwe
rozmowy obok klatek podwieszonych na gałęziach parkowych drzew.Kanton
Od czasów dynastii Tang Guangzhou to ważny ośrodek handlu z Indiami i
Azją Południowo-wschodnią. W XVIII w. otrzymał monopol na handel z
cudzoziemcami. Wpływy chińskie i zachodnie tworzą tu przedziwną
mieszankę. Przed tłokiem i zgiełkiem uciec można do enklaw spokoju,
jakimi są świątynie i parki, a także dawne dzielnice kolonialne. Do
dziś podziwiać można zabudowę z tamtego okresu, zwłaszcza na wyspie
Shamian na Rzece Perłowej. Nie brakuje też świadectw rewolucyjnej
przeszłości, parków, świątyń i muzeów. Kuchnia kantońska jest najlepiej
znana poza granicami kraju.Xian
Historyczny Changan był siedzibą władców od drugiego tysiąclecia p.n.e.
aż do X w. n.e.. Niebywały rozwój przeżywał w epoce Tang (618-907),
kiedy to był ważnym ośrodkiem kulturalnym i handlowym. Miało tu wtedy
mieszkać przeszło milion ludzi. To tu zaczynał się Jedwabny Szlak, to
tu zjeżdżali kupcy z Azji Środkowej, Persji i Arabii, indyjscy i
japońscy uczeni i mnisi, koreańscy rzemieślnicy. Na ruinach Changanu
nowe miasto Xian wznieśli władcy Ming. Z tego okresu pochodzą wspaniałe
mury miejskie. W mieście i wokół niego podziwiać można m.in. zabytkowe
świątynie i jedne z najstarszych w Chinach meczetów (w stylu chińskim),
a także grobowce cesarzy Han i Tang. Największą atrakcją Xianu jest
jednak bez wątpienia leżący na wschód od miasta grobowiec Qin
Shihuangdi ze słynną terakotową armią.Kunming Urumqi
Na chińskim Dzikim Zachodzie, czyli w dawnym Turkiestanie Wschodnim, a
dziś regionie autonomicznym Xinjiang, etniczni Chińczycy (Han) nie
stanowią nawet połowy populacji. Region zamieszkują w większości
tureccy Ujgurzy. Tędy prowadził niegdyś Jedwabny Szlak, tędy do Chin
przedostał się buddyzm. Historię Jedwabnego Szlaku dokumentuje Muzeum
Prowincji Xinjiang. Poza miastem podziwiać można letnie pastwiska,
usiane jurtami pasterzy, zaś u stóp szczytu Bogda Feng krystaliczne
Jezioro Niebiańskie. Pustynie, oazy, zabytki buddyjskie, chińskie i
muzułmańskie, stada owiec i wielbłądów tworzą specyfikę regionu.Nankin
Nanjing („Południowa Stolica”), ważne centrum handlowe położone na
brzegach Jangcy, ponurą sławę zawdzięcza masakrze ludności cywilnej z
rąk Japończyków w 1937-38 r. To tu w 1912 r. ogłoszono upadek Cesarstwa
Chińskiego, to tu mieściła się stolica Republiki Chińskiej, dopóki w
1949 r. nacjonaliści nie uciekli przed komunistami na Tajwan. W mieście
znajduje się wiele miejsc pamiętających i upamiętniających powstanie
współczesnych Chin, jak mauzoleum twórcy republiki, Sun Yatsena. Jest
tu także kilka zabytków buddyjskich. Pekińskie Grobowce Mingów i Droga
Dusz wzorowane były na tutejszym grobowcu pierwszego cesarza Ming. Z
tego też okresu pochodzi Chińska Brama, pozostałość po niegdysiejszych
murach obronnych.Fenghuang ZABYTKI
Zakazane
Miasto
Niegdyś niedostępna dla zwykłych śmiertelników pekińska siedziba
cesarskiego dworu Ming i Qing, dziś Zakazane Miasto otwiera swoje
podwoje dla każdego, kto ma kilkadziesiąt yuanów na bilet wstępu.
Zbudowany na linii północ-południe, największy na świecie zachowany
kompleks pałacowy oszałamia rozległością i rozmachem, choć rzesze
turystów bez trudu wypełniają ogromne przestrzenie. Pośród budynków
rozmieszczonych w przemyślany sposób na planie blisko kilometrowego
prostokąta prym wiedzie Pałac Najwyższej Harmonii. W tym największym w
Chinach budynku o drewnianej konstrukcji znajduje się Tron Smoka, na
którym zasiadał cesarz. Warto zarezerwować sobie na zwiedzanie dobrych
kilka godzin i wypożyczyć anglojęzyczny audio guide z nagraniem Rogera
Moore’a (polskiej wersji brak).Wielki
Mur
Twórcą Wielkiego Muru, systemu umocnień przeciwko północnym
koczownikom, był Qin Shihuangdi. Połączył on w całość i rozbudował
wcześniejsze fortyfikacje. Ale jego dzieło nie przetrwało próby czasu.
Dzisiejszy Wielki Mur pochodzi z epoki Ming. Jego chińska nazwa,
Wanlichangcheng, oznacza „Mur długości dziesięciu tysięcy li”. W
rzeczywistości między twierdzą Shanhaiguan nad Morzem Żółtym a
Jiayuguan w prowincji Gansu jest 12 tyś. li, czyli 6 tyś. km.
Najpopularniejszy odcinek, Badaling, znajduje się 80 km na północ od
Pekinu. Spacer po Wielkim Murze skłania do refleksji. Gdyby typowy jego
odcinek przenieść w inne miejsce, do miasta czy w pole, nie wzbudziłby
większego zainteresowania. To architektura oszczędna, typowo użytkowa.
Ale kawałek gruzu z Koloseum to też tylko kawałek gruzu. Głaz z
piramidy Cheopsa to też tylko obrobiona skała. Każdy z osobna odcinek
Wielkiego Muru jest jak cegła we wspaniałej budowli, którą na równi z
wytworem rąk ludzkich tworzy majestat przyrody.Pałac
Letni
W okresie dynastii Qing połączono i rozbudowano dawne letnie rezydencje
na północny zachód od Pekinu. Tak powstał Yuanmingyuan - rozległy Pałac
Letni, arcydzieło chińskiej architektury pałacowej i sztuki ogrodowej,
spajające w harmonijną całość dzieło rąk ludzkich i piękno natury. W
połowie XVIII w. jezuita Giuseppe Castiglione otrzymał od cesarza
Qianlonga zadanie przebudowania części kompleksu parkowego w duchu
europejskim. Powstał zespół budynków w stylu włoskiego rokoko. Także
wyposażenie pałacyków było europejskie. Oprócz typowych ozdób (obrazów,
tarcz herbowych, postaci rycerzy w zbrojach) były tam i urządzenia
techniczne fascynujące dwór, np. zegary mechaniczne. Ta iście baśniowa
sceneria nie oparła się jednak niszczycielskiej sile angielskich i
francuskich wojsk interwencyjnych, toczących z Chinami wojny opiumowe.
Cesarzowa wdowa nie szczędziła państwowych pieniędzy, by przywrócić
choćby części pałacowych ogrodów dawny blask. Tak powstał Yiheyuan,
którego pawilony, pałace, świątynie i mosty wkomponowane w pejzaż
Wzgórza Długowieczności i Jeziora Kunming tworzą dziś obraz niemal tak
zachwycający, jak przed stuleciem. Na wodach jeziora wciąż spoczywa
Marmurowy Statek. Yuanmingyuan pozostaje jednak zrujnowany,
przypominając o latach kolonializmu.Armia
z terakoty
W 1974 r. w okolicach Xian (prowincja Shaanxi) przypadkowo odkryto
terakotowe figury wojowników i koni. Prace wykopaliskowe ujawniły
wkrótce ponad 1400 postaci wojowników z 20 rydwanami i 100 końmi. Mieli
pośmiertnie strzec grobu cesarza Qin Shihuangdi. Każda z postaci jest
naturalnej wielkości i ma indywidualne rysy twarzy. Pierwotnie były też
barwnie pomalowane. Szacuje się, że cała armia liczy ponad 8000
wojowników w szyku bojowym, w rydwanach i na koniach, z prawdziwą
bronią w ręku. Wciąż strzegą cesarza - do dziś nie otwarto głównego
grobowca, w obawie, by nie uszkodzić bezcennej zawartości. Ale i to, co
dziś można oglądać w Mauzoleum Qin Shihuangdi, dowodzi jego potęgi.Świątynia
Nieba
Ten pekiński kompleks sakralny jest jednym z najdoskonalszych
przykładów architektury chińskiej. Zbudowany przez cesarzy Ming i Qing,
składa się z trzech zachwycająco zdobionych obiektów świątynnych:
Świątyni Modłów o Dobre Zbiory, Świątyni Firmamentu oraz Ołtarza Nieba,
rozmieszczonych na osi północ-południe na tarasie długości 360 m,
szerokości 28 i wysokości 2,5 m. Atmosferę świątyni tworzy nie tylko
wygląd, ale i akustyka, a architekturę kompleksu zaprzęgnięto w jednym
celu - aby ukazać potęgę cesarza jako Syna Nieba. Tylko on w ramach
widowiskowego rytuału miał prawo zanosić tu modły o urodzaj.Świątynia
Konfucjusza
W prowincji Shandong, 100 km na południe od Świętej Góry Taishan, leży
Qufu, miejsce narodzin Konfucjusza, twórcy systemu moralno-społecznego,
który miał odcisnąć trwałe piętno na historii Azji Wschodniej. Wkrótce
po śmierci Mistrza w 479 r. p.n.e. jego domostwo przekształcono w
świątynię. Od tego czasu Qufu stało się celem pielgrzymek, a wielu
cesarzy składało tu Konfucjuszowi hołd. Cesarska opieka nie zapobiegła
jednak zniszczeniom i pożarom. Świątynię kilkukrotnie od-, prze- i
rozbudowywano. Dziś jest to drugi co do wielkości kompleks zabytkowych
budynków w Chinach, po Zakazanym Mieście, którego architektura wpłynęła
zresztą na wygląd Świątyni. Jeszcze w I połowie ubiegłego wieku
świątynią zajmowała się rodzina Kong, uważająca się za potomków
myśliciela. W 1966 r. ekscesy rewolucji kulturalnej doprowadziły do
poważnych zniszczeń - zdewastowano tysiące cennych przedmiotów, w tym
obrazy i księgi. Świątynia została ponownie otwarta w 1979 r. Liczne
pawilony, z których największy, Sala Wielkiej Doskonałości, wznosi się
na 32 m, stoją w cieniu sosen i cyprysów. Na ponad tysiącu stelach od
czasów dynastii Han do Qing ryto fragmenty z dzieł Konfucjusza. Dalej
na północ leży Las Konfucjusza, gdzie znajdują się liczne stare groby.Zachodnie
Jezioro
Kiedy w XIII w. do Hangzhou (prowincja Zhejiang) trafił Marco Polo, był
pod ogromnym wrażeniem. „Bez ochyby jest to najsławniejsze i
najpiękniejsze miasto na świecie,” wspominał w swoim Opisaniu świata.
Dziś dawna stolica dynastii Song (960-1279) nadal wzbudza zachwyt.
Główną atrakcją jest Zachodnie Jezioro, najsłynniejsze z setek
„zachodnich jezior” w Chinach, dla których harmonijny krajobraz
Hangzhou, gdzie woda, groble, wyspy, ogrody, świątynie, pawilony i
pagody tworzą prawdziwe „miasto nieba”, był i jest wzorem. Pejzaż
jeziora i okolic oferował natchnienie i spoczynek (także wieczny) wielu
pokoleniom poetów, władców i bohaterów.Longmen
Groty w Longmen (Smoczych Wrotach) nieopodal Luoyang w prowincji Henan
to obok grot Mogao w prowincji Gansu oraz Yungang w Shanxi
najważniejszy zespół buddyjskich świątyń skalnych w Chinach. Pierwsze z
ok. 1350 grot i 750 nisz zaczęto wykuwać na skałach po obu stronach
rzeki Yi już w V w. Przedstawienia smoków, feniksów, roślin i zwierząt
stanowią tło dla postaci bodhisattw i buddów, których jest tu ok. stu
tysięcy. Największy z posągów, Budda Vairocana, którego twarz
modelowano wedle rysów patronki budowy, cesarzowej Wu Zetian, mierzy
siedemnaście metrów. Choć w czasie rewolucji kulturalnej wiele z rzeźb
uszkodzono, wciąż robią oszałamiające wrażenie. Również w pobliżu
Luoyang znajduje się Świątynia Białego Konia, ponoć pierwsza świątynia
buddyjska w Chinach.PRZYRODA
Obszar Chin obejmują trzy strefy klimatyczne: zwrotnikowa (południe), podzwrotnikowa (zachód, wschód i Chiny środkowe) i umiarkowana (północ). Ze wschodu na zachód klimat zmienia się z monsunowego na suchy kontynentalny. Podróż z jednego końca kraju na drugi może się skończyć szokiem termicznym: gdy w Harbinie trwa Festiwal Rzeźb Lodowych, na wyspie Hainan plażowicze opalają się w najlepsze, a kiedy w Hongkong i Szanghaj uderza tajfun, Xinjiang smaga burza piaskowa. Aż 80% powierzchni kraju to wyżyny i góry, przecinane płynącymi z zachodu na wschód Rzeką Żółtą (Huang He) i Jangcy (Changjiang - „długa rzeka”), kolejno szóstą i trzecią najdłuższą rzeką świata. Gdy po lasach południa skaczą małpy, pustynie Gobi i Takla Makan przemierzają wielbłądy dwugarbne, w Heilongjiang - części dawnej Mandżurii - skrada się tygrys syberyjski, a w Yunnanie trąbią słonie, niestety już nieliczne. Las nie jest w Chinach, zwłaszcza na terenach rozwiniętych, widokiem powszechnym. Rabunkowa gospodarka przyczyniła się do zniszczenia wielu cennych terenów. Ale w ciągu ostatnich dwudziestu lat Chiny nadrabiają zaległości. I, jak to Chińczycy, robią to w zawrotnym tempie. Dziś ponad dwa tysiące rezerwatów zajmuje ok. 15% terytorium Chin. To prawie pięć razy tyle, co obszar Polski. Przełomy
Jangcy
Podróże po Jangcy, rozcinającej swoim nurtem skaliste góry, odbywały
się od tysięcy lat. Spływ zaczyna się w mieście Chongqing. Trzy
Przełomy to kolejno Qutang, Wuxia i Xiling. W najwęższym miejscu rzeka
ma tylko sto metrów szerokości, podczas gdy skalne ściany po obu
stronach wznoszą się na kilometr. Cały obszar kipi od legend i
prawdziwych historii, a zamieszkujące go mniejszości etniczne słyną z
obyczajów gdzie indziej nie znanych. Znaczące postaci zostawiały tu
swój ślad. W świątyniach znajdują się kamienne tablice z dynastii Han,
u brzegów od tysiącleci stały fortece, na skałach wiszą trumny
zagadkowego ludu Bo, w klifach przez setki lat ryto inskrypcje. Budowa
największej na świecie Tamy Trzech Przełomów zmienia jednak charakter
regionu. Masowe przesiedlenia oznaczają zerwanie prastarych tradycji.
Mimo wysiłków archeologów, wiele cennych zabytków i stanowisk znika pod
wzbierającymi wodami. Wyższy poziom wody w Jangcy zmienia też
spektakularną scenerię Przełomów, choć szersze koryto ma pozwolić na
większy ruch rzeczny.Guilin
Guilin to ogólna nazwa oraz punkt wypadowy do największej atrakcji
regionu Guangxi-Zhuang - widowiskowych gór, pośród których wije się
rzeka Li. Miasto poprzecinane jest kanałami, którymi od jednego
malowniczego parku do drugiego suną łodzie z turystami. Krasowy pejzaż
widać już w samym centrum, gdzie na stromych wzgórzach stoją świątynie
i pawilony widokowe. Nawet to nie przygotuje nas jednak na nieziemskie
piękno gór, przesuwających się przed oczyma płynącego po rzece
obserwatora. Zgodnie z ogólnokrajową tradycją Chińczycy ponadawali im
wymyślne nazwy, jak Szczyt Trących się Kamieni Młyńskich czy Pięć
Tygrysów Pożerających Owcę, z trudem dorównują one jednak finezji
kształtów, których często nie sposób ująć w słowa. U celu
kilkugodzinnego rejsu znajduje się miasteczko Yangshuo ze sklepami i
knajpkami wzdłuż zamieszkanej przez obcokrajowców Ulicy Zachodniej (Xi
Jie) oraz odległym o kilka kilometrów Wzgórzem Księżycowym, skąd
rozciąga się widok na okolicę. Inne atrakcje Guilin to tarasowe pola
ryżowe w powiecie Longsheng z czasów dynastii Yuan, sięgające 850 m.
n.p.m.Wulingyuan
(Zhangjiajie)
Spoglądając z tarasu pod Szczytem Boga Piorunów na rozciągający się w
dole krajobraz pierwszego w Chinach narodowego parku leśnego, trudno
uwierzyć, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu był on szerzej nieznany.
Dopiero w 1979 r. malarz Wu Guanzhong odkrył dla świata ten
północno-zachodni zakątek prowincji Hunan. Wyjaśnienie stanowi być może
niedostępność terenu, dopiero niedawno zmniejszona dzięki budowie dróg
dojazdowych i kolejki linowej. Trzy tysiące kwarcytowych turni skalnych
wysokości ponad dwustu metrów tworzy prawdziwy „Labirynt Natury”.
Wzgórza i skały noszą poetyckie nazwy, jak Wzgórze Śpiącego Smoka,
Przybysz z Dalekiego Kraju, Jastrząb Karmiący Dziecię, Lew Obracający
Głowę czy Szkatuła na Tajemną Księgę. Nie brakuje tu także jaskiń
(11-kilometrowa Jaskinia Żółtego Smoka jest jedną z najdłuższych w
Chinach), naturalnych mostów (w tym największy na świecie 40-metrowy),
strumieni i jezior. Obszar zamieszkuje wiele zagrożonych gatunków,
m.in. niedźwiedź himalajski i pantera mglista. Z kolei ludzie mogą się
czuć zagrożeni przez zaczepiające wszystkich bez żenady małpy oraz
chybotliwe lektyki, w których tragarze wnoszą zblazowanych turystów po
wąskich schodach na szczyty.Hainan
Najmniejsza w Chinach, wyspiarska prowincja leży między Wietnamem a
Filipinami. Dzięki pięknym, piaszczystym plażom w południowej części
wyspy i tropikalnemu klimatowi nazywana jest czasem „chińskimi
Hawajami”. Wcześniej zwano ją „wyspą wygnańców”, tu trafiali bowiem
niemile widziani przez dwór uczeni. Poeta epoki Song, Su Dongpo, który
żył tu na wygnaniu w XI w., spopularyzował egzotykę wyspy i nadał nazwę
jednej z plaż. Oprócz opalania się w sielskiej scenerii, Hajnan oferuje
wgląd w życie mniejszości narodowych Li i Miao. Stolicą ich
autonomicznego okręgu jest Tongshi, położone u stóp mierzącej 1867 m.
Góry Pięciu Palców (Wuzhishan). Połowa obszaru wyspy to wciąż lasy
tropikalne, które można zwiedzać wytyczonymi trasami. Znajduje się tu
też Ogród Wulkaniczny Shishan (sam wulkan to porośnięte bujną
roślinnością niewysokie wzgórze), gorące źródła, plantacje kokosowe,
malownicze rzeki i widowiskowe szlaki górskie. Rezerwat Dongzhai to 50
km wybrzeża okolonego lasem mangrowym; labirynt plaż i zatoczek 400 lat
temu utworzyło trzęsienie ziemi. Na północy znajduje się port Haikou,
gdzie obejrzeć można zabudowę w stylu portugalsko-chińskim.Huangguoshu
150 km na południowy zachód od Guiyang, stolicy prowincji Guizhou,
rozlega się huk największego (ponoć, bo zdania są podzielone) wodospadu
w Azji - Huangguoshu. Nazywany „Mleczną Drogą w miniaturze”, jest
największym z osiemnastu wodospadów w okolicy. Spadając z wysokości 74
m, pod względem szerokości (81 m) ustępuje grzmiącemu kilometr dalej w
górę rzeki wodospadowi Doupotang, szerokiemu na 105 m, wysokiemu zaś na
21 m. Wodospady i rzekę podziwiać można z rozmieszczonych w punktach
widokowych pawilonów. Sam Huangguoshu zbadać można „od środka”, dzięki
Jaskini Wodnej Kurtyny. Region, jak i cała prowincja, jest domem wielu
mniejszości narodowych.Trudno chyba o bardziej urzekające połączenie piękna natury z dziedzictwem kultury materialnej i duchowej. Święte Góry od starożytności były dla Chińczyków symbolem potęgi przyrody nieożywionej. Ich majestat chwytał za serce już przed wiekami, a liczni chińscy malarze chwytali za pędzelki, by uwiecznić piętrzące się skały i wiszące pośród monumentalnego ogromu budynki świątynne. Dziś nadal na własne oczy można się przekonać, że niezwykłe kształty spowite mgłą to nie wytwór wyobraźni artystów. Najważniejszych pięć gór taoizmu, którym od zarania składano ofiary, rozmieszczonych jest zgodnie z pięcioma stronami świata (licząc ze środkiem). Święta Góra wschodu to Taishan w prowincji Shandong, zachodu Huashan w Shaanxi, północy Hengshan w Shanxi, południa Hengshan (inaczej pisane) w Hunan, środka zaś Songshan w Henan. Do buddyjskich Świętych Gór zaliczają się wschodnia Putuoshan w Zhejiang, północna Wutaishan w Shanxi, zachodnia Emeishan w Syczuanie i południowa Jiuhuashan w Anhui. Z powodu przenikania się tych dwóch religii, na górach poświęconych taoizmowi znajdziemy także świątynie buddyjskie i odwrotnie. Dzięki utrudnionemu dostępowi, ukryte pośród szczytów klasztory uniknęły poważnych zniszczeń, jakie dotknęły wiele nizinnych świątyń z rąk czerwonogwardzistów. Pielgrzymi są już jednak tylko dodatkiem do turystów. Na szczyty prowadzą schody, kolejki linowe i betonowe drogi, po których śmigają mikrobusy ze zwiedzającymi. Przed skorzystaniem z ich usług warto upewnić się, czy kierowca podwiezie nas w żądane miejsce. Inaczej może się okazać, że zapłaciliśmy dopiero za jeden etap trasy, i w pół drogi będziemy musieli rozglądać się za kolejnym mikrobusem. Liczne stragany prócz godnego uwagi lokalnego rękodzieła i regionalnych przekąsek oferują stosy towarów made in China. Warto zejść z udeptanego szlaku i podążyć bocznymi drogami, by odnaleźć tchnące iście świętym spokojem klasztory i pachnące kadzidłem pagody, skąd roztacza się widok na górskie pasma. Taishan
Najbardziej uświęcona z chińskich Świętych Gór, w odróżnieniu od
greckiego Olimpu Taishan w prowincji Shandong nie była siedzibą bogów;
sama była bogiem. U jej stóp taoiści lokalizowali krainę zmarłych.
Pierwszym cesarzem, który złożył jej hołd, był sam Qin Shihuangdi.
Trasa pielgrzymek umożliwia podziwianie majestatu przyrody i bogactwa
kultury, na które składa się kilkadziesiąt świątyń, setki kamiennych
tablic i ponad tysiąc skalnych inskrypcji (niektóre datują się do
początków Cesarstwa). Na górę wiedzie siedem tysięcy stopni. Kulminacja
Taishan, Szczyt Nefrytowego Cesarza, wznosi się na 1533 m. Szczyt
Kontemplowania Słońca, jak sama nazwa wskazuje, to doskonały punkt
widokowy do obserwowania zachodów słońca, co jest powszechnym celem
wypraw na wszystkie Święte Góry. Oprócz dzikiej roślinności podziwiać
tu można wielusetletnie drzewa świątynne.Songshan
Songshan w prowincji Henan jest cennym parkiem geologicznym,
obfitującym również w jedne z najstarszych w Chinach świątyń
taoistycznych. Góra słynie jednak najbardziej z Klasztoru Shaolin,
położonego u jej stóp. Zbudowany został w 495 r. dla indyjskich
mnichów, przybyłych w celu krzewienia buddyzmu. Według legendy, mnich
Bodhidharma wprowadził technikę medytacji w ruchu, podczas której
naśladowano sposób poruszania się zwierząt. Tak miało powstać kung-fu.
Poza samym Klasztorem, dokąd oprócz adeptów boksu chińskiego
pielgrzymują dziś rzesze turystów, i pokazami sztuk walki, niezwykłą
atrakcją jest cmentarz mnichów. Ich szczątki spoczywają pod 227
nagrobkami w formie stup lub pagód, z których najstarsza powstała w 791
r., najwyższa zaś mierzy ponad 14 m. Niektóre z pagód zdobią
płaskorzeźby przedstawiające przedmioty codziennego użytku. Zgodnie z
tą tradycją, najnowszy nagrobek zdobią wyobrażenia samochodów, laptopów
itp. W okolicy znajdują się również święte groty buddyjskie Longmen.Hengshan
x 2
Dwie Święte Góry Hengshan łączy ta sama (fonetycznie) nazwa, ale dzieli
1400 km. Południowa Hengshan wznosi się 100 km na południe od stolicy
prowincji Hunan, Changsha, gdzie Mao Zedong ze studenta przerodził się
w rewolucjonistę. Warto zwiedzić największą w południowych Chinach
świątynię Nanyue u stóp góry, a potem, po drodze zwiedzając świątynie i
targowiska, wspiąć się na szczyt, gdzie pielgrzymi podpalają trociczki
i petardy. Stojąca na uboczu siedmiopiętrowa pagoda She Li oferuje nie
tylko widoki, ale i liczne malowidła i niezapomnianą atmosferę.
Klasyczni chińscy poeci i uczeni tworzyli tu swoje dzieła. Zimą na górę
ściągają z Chińczycy z południa, aby podziwiać śnieżny krajobraz.Jedną z głównych atrakcji północnej Hengshan (prowincja Shanxi) jest Wiszący Klasztor, zespół budynków z VI w. zbudowany na klifie Kanionu Złotego Smoka. We wnętrzu wydrążonych w skale grot modlitewnych znajduje się duży zbiór rzeźb świętych buddyjskich z epoki Tang. Jednym z dziwów góry są dwa leżące blisko siebie źródła - Słodkie i Gorzkie. Pierwsze tryska woda zdatną do picia, drugie wręcz przeciwnie. Bardziej skalista i groźna niż jej południowa odpowiedniczka, przez wieki stanowiła obiekt zainteresowania poetów i malarzy. Wutaishan
Kilkadziesiąt km na południe od północnej Hengshan wznoszą się Góry
Pięciu Tarasów, a pośród nich Wutaishan, druga najwyższa ze Świętych
Gór. W I tysiącleciu n.e. było tu jedno z najważniejszych miejsc
pielgrzymkowych w Chinach. Jeszcze w ubiegłym stuleciu plemiona
mongolskie uważały górę za czczone miejsce pogrzebowe. Dziś z setek
dawnych świątyń zostało kilkanaście. Świątynia Xiantong składa się z
ok. 400 budynków i jest najstarsza z pięciu okolicznych wielkich
klasztorów Zen. Znajdują się tu również wspaniałe budynki z epoki Tang.
Wutaishan była pierwszą uznaną z czterech Świętych Gór buddystów.
Według nich jest domem bodhisattwy mądrości Wenshu, który ma często
pojawiać się na niej pod postacią mnichów lub… chmur. Od zarania jej
sława była tak wielka, że uwieczniono ją na malowidle w odległych o
setki kilometrów grotach Mogao.Emeishan LUDZIE
90% mieszkańców Państwa Środka to Chińczycy Han. Ponad 120 milionów z liczącej 1,3 miliarda populacji to mniejszości narodowe. Niektóre z 56 oficjalnie uznanych grup etnicznych to Zhuang, Miao, Yi (na południu), Mandżurowie, muzułmańscy Hui, Ujgurzy (w Xinjiang), Mongołowie czy Tybetańczycy. Aż 27 z nich zamieszkuje jedną prowincję - Yunnan. Barwne lokalne obyczaje są nadal kultywowane, nie tylko przez wzgląd na tradycję, ale i dla przyciągnięcia turystów. Pomimo różnic, także językowych, pewne zachowania są jednak wspólne jeśli nie wszystkim mieszkańcom kraju, to ich zdecydowanej większości Mieszkańcy Chin mogą mieć trudności z porozumieniem się w odległych, a czasem nawet sąsiednich regionach. Powodem jest… język. Pismo chińskie jest wszędzie takie samo, dialekty jednak bardzo się różnią. Teoretycznie środkiem porozumienia powinien być język mandaryński (putonghua - język powszechny), ale jego znajomość sięga połowy populacji, nie zdziwmy się więc, jeśli nasz mandaryński słowniczek okaże się bezużyteczny. Choćby kantońszczyzna, używana w prowincji Guangdong i w Hongkongu, wymaga zupełnie innego zestawu rozmówek. O ile Chińczycy nie rozmawiają przez telefon, żądane pojęcie mogą zawsze napisać lub naskrobać palcem na dłoni, w mig przywracając pełne porozumienie. Bywa, że starsze pokolenie Chińczyków próbuje tej niezawodnej sztuczki na obcokrajowcach. Z wiadomym efektem… Łatwiej nauczyć się rozumieć i pokazywać po chińsku liczby na palcach, chociaż zwłaszcza cyfry od 6 do 10 bardzo różnią się od zachodnich. Warto przygotować się na swobodę, z jaką Chińczycy podchodzą do otoczenia. Częste, a na prowincji wręcz powszechne, jest głośne spluwanie na ulicach, w pociągach i restauracjach. W upały mężczyźni bez żenady podnoszą koszulki i wachlują spocone brzuchy. Śmieci wyrzucane są gdzie popadnie, pali się również wszędzie. Rozmowę przez komórkę doskonale słychać z drugiej strony ulicy, a dzieciom pieluszki zastępują rozcięcia w ubrankach, przez które z pomocą rodziców załatwiają się na podłogę sklepów czy do koszy na śmieci. To ostatnie jest pokłosiem polityki jednego dziecka, która sprawia, że wychuchanym „małym cesarzom” rodzice pozwalają praktycznie na wszystko. Jednym z symboli polskiego komunizmu były kolejki i zawiązywane przez kolejkowiczów komitety. Komunizmowi chińskiemu ta samoorganizacja jest najwyraźniej obca, bowiem i w tym względzie panuje tu pełna swoboda, żeby nie powiedzieć swawola. Klienci przepychają się do wag w supermarketach, podróżni kuksańcami przebijają się przez dworcowe bramki na perony, nowi pasażerowie prą pod prąd pasażerów opuszczających autobusy, a nawet włażą przez okna. Swoboda obowiązuje też w ruchu ulicznym. Tylko w największych metropoliach czerwone światła i pasy na przejściach coś znaczą. Atmosfera zagrożenia panująca na chińskich skrzyżowaniach zdolna jest przyprawić co wrażliwszego obcokrajowca o zawał serca. Klaksony trąbią, motory bzyczą, silniki ryczą, a pomiędzy jadącymi we wszystkich kierunkach pojazdami o wszelkich możliwych gabarytach i z najdzikszymi ładunkami beztrosko lawirują rodziny wracające z zakupów, zagadani przez telefon biznesmeni i roześmiane grupki młodzieży. Swoboda ta nie przekłada się jednak na wolność słowa. Mimo otwarcia na świat, pewne tematy pozostają wciąż niezwykle silnym tabu. Problemem jest nie tylko oficjalna cenzura, ale i drażliwość wynikająca z powszechnego przyjmowania honorowego punktu widzenia. O ile nie jesteśmy pewni, że nasz rozmówca jest autentycznie ciekawy naszego zdania i otwarty na krytykę, lepiej unikać drażliwych tematów. Zwłaszcza kwestionowanie prawa Chin do Tybetu czy Tajwanu może skończyć się awanturą na krawędzi rękoczynów. Wrogie spojrzenia i znaczące milczenie spotka zaś każdego, kto nie okaże wystarczającego zachwytu kuchnią, obyczajami czy wyglądem miast. Chińczykom niezwykle zależy na zachowaniu twarzy. W przypadku konfliktu lub problemu, lepiej nie naciskać coraz mocniej, licząc, że sprzedawca, kierowca czy urzędnik w końcu się ugnie. Efekt może być odwrotny od spodziewanego. Warto przedstawić kilka możliwości wyjścia z sytuacji, swoistą furtkę, z której rozmówca może skorzystać, nie tracąc twarzy. Chińczycy lubią świętować. Święto Wiosny (Chiński Nowy Rok), przypadające zwykle między końcem stycznia i lutego i głęboko osadzone w tradycji, jest powodem do sprzątania i dekorowania domostw, spotkań rodzinnych przy pierożkach jiaozi i innych noworocznych potrawach, amatorskich i profesjonalnych pokazów ogni sztucznych, a wreszcie całonocnych rozmów, gry w karty itp. Obchody kończy Święto Latarni, kiedy przez ulice ciągną parady. We wrześniu przypada Święto Środka Jesieni, obchodzone podczas pełni księżyca. Je się wtedy ciasteczka księżycowe juebing o przeróżnym nadzieniu. Ostrzegamy - choć kuszą apetycznym wyglądem, w smaku bywają aż nazbyt egzotyczne! Podczas Święta Smoczych Łodzi można obejrzeć widowiskowe regaty. Wyścigi łodzi zwieńczonych głową smoka odbywają się w czerwcu. W 1999 r. wprowadzono tzw. „złote tygodnie”, czyli kilkudniowe ogólnonarodowe obchody Święta Wiosny, Święta Pracy (maj) i Święta Narodowego (październik). W tych okresach Chiny ogarnia gorączka podróży (co jest zresztą powodem poważnych refleksji nad ich zniesieniem). Dworce i pociągi pękają w szwach od studentów i robotników sezonowych, którzy kilkudziesięciogodzinne podróże do domu odbywają często na stojąco - po części z braku miejsc, po części z oszczędności. W przedziałach, zwłaszcza sypialnych, nie można narzekać na nudę. Z głośników płynie muzyka (niestety w dzień nie pozwalająca odespać trudów podróży), pasażerowie ucinają sobie pogawędki nad słojami z herbatą, pachną zupki instant zalewane wrzątkiem z dystrybutora. Podróż odbywana jest wspólnie. Podobna wspólnota obowiązuje i w miastach. Rankami mieszkańcy (zwłaszcza starsi) zbierają się w parkach i na placach, by razem ćwiczyć taichi. Wieczorami na tych samych placach pary mieszkańców (również zwłaszcza wiekowych) tańczą tańce towarzyskie. Wciąż można też spotkać ludzi dla przyjemności, nie dla jałmużny przygrywających innym na tradycyjnych instrumentach (zwłaszcza seniorów, oczywiście). Widok obcokrajowca nie jest już kompletnym ewenementem, ale na prowincji nadal należy być przygotowanym na nachalne spojrzenia, zaglądanie do koszyka w supermarkecie, pokazywanie palcami i krzyki „Hello!”, po których następuje śmiech. W razie problemu można jednak liczyć, że zawsze znajdzie się ktoś, kto pomimo bariery językowej postara się nam pomóc. Pośród młodych i aktywnych ludzi jest zresztą coraz więcej osób znających angielski w stopniu wystarczającym, by jakoś się dogadać. Kuchnia chińska to tak naprawdę wiele kuchni regionalnych. Nawet ryż, postrzegany na Zachodzie jako główna strawa Chińczyka, dzieli miejsce na podium z wszelkiego rodzaju makaronami, kluskami i bułeczkami. Najważniejsze kuchnie dzieli się umownie na południową (kuchnia kantońska), zachodnią (syczuańska), północną (pierwotnie prowincja Shandong) i wschodnią (Jiangsu/Zhejiang). Kuchnia dużych miast, jak Pekin i Szanghaj, ma własną specyfikę. Yin i yang, równowaga składników i harmonia przeciwieństw, filozofia chińskiego jedzenia… wszystko świetnie, ale jak rzecz wygląda w praktyce? Chińskiej kuchni swoisty charakter nadaje kilka elementów. Im składniki świeższe, tym lepsze. Gorące warzywa bywają tak chrupkie, że można je często zdefiniować jako według naszych standardów niedogotowane. Z kolei ryż, miękki i kleisty, wydaje się zwyczajnie rozgotowany. W restauracjach elementem wystroju są akwaria z rybami i owocami morza, jadłodajnie wystawiają w klatkach ptaki i zwierzęta futerkowe, a w supermarketach żaby podskakują w koszykach klientów. Chińczycy wychodzą z założenia, że im więcej czasu upłynie od śmierci stworzenia do jego przyrządzenia i spożycia, tym mniejszą ma ono wartość odżywczą. Łączy się z tym szczególny „ekshibicjonizm” potraw. Żaden wrażliwiec nie ucieknie przed świadomością, że zajada zwierzę, które jeszcze przed chwilą raźno hasało. Gotowany kurczak trafia na stół pokrojony tak misternie, że wciąż tworzy całość wraz z głową. Ryba na parze wygląda jak prosto z akwarium, a w kociołku przewalają się rozmaite części ciała, włącznie z mózgiem - świeżość oznacza bowiem również, że potrawy bywają przyrządzane bezpośrednio na stoliku klienta. A raczej klientów, bowiem kolejnym ważnym składnikiem jedzenia jest wspólnota. Stoły są najczęściej okrągłe, często z obrotową płytą pośrodku, na której kładzie się tace z potrawami. Klienci, uzbrojeni w miseczki i pałeczki, nabierają, co im się żywnie podoba. Pojęcie indywidualnych dań tu nie istnieje. Można odczekać chwilę, sącząc herbatę, podawaną rutynowo, i przyjrzeć się, jakie reguły obowiązują w danym towarzystwie. Na ogół jednak panuje pełna swoboda. Można wymienić trzy zasady - nie wypada jeść bezpośrednio ze wspólnych mis, ujęty w pałeczki kawałek powinien choćby dotknąć naszego talerzyka. Nie należy dopytywać się o ryż, bo ten, trafia na stół zwykle nieco później lub wręcz na sam koniec (chodzi o to, by uniknąć wrażenia, że chodzi tylko o napchanie żołądków). I trzeba walczyć o swoje, zwłaszcza, jeśli stołujemy się z obcymi Chińczykami - inaczej co lepsze dania znikną, nim zdążymy ich skosztować. Ale najważniejsze to sobie folgować. Chińczycy z lubością siorbią, mlaskają i bekają, po posiłku zaś sięgają po wykałaczkę i ostentacyjnie dłubią w zębach. To wszystko, wraz z głośną rozmową, jest elementem czerpania z posiłku przyjemności. Chińskie słodycze wyrabiane są z tak zaskakujących składników, jak np. fasola. Warto sięgnąć po lody kukurydziane w waflu w kształcie kolby. Z kolei trunki, poza dość słabym piwem, mogą wystawić na próbę nawet zaprawionego w bojach Polaka. Wytwarzane z ryżu, sorgo, prosa czy kukurydzy oraz najprzeróżniejszych ziół, przeważnie wysokoprocentowe (często ponad 50% alkoholu), rażą także niezwykłymi aromatami. Wizualnie nie jest lepiej - gdzie u nas w butelce tkwi źdźbło poczciwej trawy żubrówki, w Chinach straszą węże i jaszczurki, a nawet koguty. Herbatę pito w Chinach powszechnie już w VIII wieku. Dziś Chińczycy mają do niej stosunek bardzo praktyczny. Niesłodzony napój pije się wszędzie, często z własnych słoikopodobnych pojemników. Herbaciarnie, gdzie stosuje się pewne elementy dawnych miejscowych ceremoniałów, znajdziecie w każdym mieście. Najsłynniejszą jest chyba szanghajska Huxingting, do której wiedzie chroniący przed duchami zygzakowaty most. Do wykwintnej i pięknie podanej herbaty dostaliśmy tam na przekąskę przepiórcze jaja, a na pożegnanie otrzymaliśmy malowany wachlarz. W droższych restauracjach nie powinno być problemu z podaniem sztućców. Pamiętajmy jednak, że chińskie potrawy nie są „zaprojektowane” do jedzenia sztućcami. Warto zmierzyć się z pałeczkami, zwłaszcza, że posługiwanie się nimi nie jest wcale trudne, a współbiesiadnicy chętnie pokażą, jak się za nie zabrać. Trzeba być świadomym, iż to, co znamy w Europie pod pojęciem kuchni chińskiej, to potrawy dobrane i doprawione zgodnie z zachodnim gustem. „Chińska kuchnia chińska” smakuje inaczej. Warto też być przygotowanym na niemiłe widoki - porozwieszane tusze zwierzęce, drób i ryby szlachtowane publicznie, motocykle z przyczepami wypełnionymi zabitymi psami. Same posiłki, począwszy od kurzych łapek, a na zupie z kaczych oczu skończywszy, mogą wymagać przełamania zahamowań. Na szczęście przynajmniej „stuletnie jaja” wbrew zachodnim wyobrażeniom nie gniją przez lata w ziemi, lecz podlegają kilkutygodniowemu procesowi chemicznemu. Przy tym wszystkim zupy - często podawane na śniadanie - bywają wedle polskich "zawiesistych" standardów niczym więcej, niż aromatyzowaną wodą. W razie problemów z chińskimi kulinariami, każde większe miasto posiada restauracje „zachodnie”, a w ostateczności pozostaje KFC (najpopularniejszy) i McDonald’s. Notabene, większość Chińczyków jest przekonana, że fast food to najlepsze, co zachodnia kuchnia ma do zaoferowania… Kuchnia
pekińska
Zdominowana przez kuchnię północną, ma łagodny smak. Reprezentacyjnym
daniem jest tu słynna Kaczka po pekińsku (Beijing kaoya). Specjalnie
hodowany drób jest równie specjalnie patroszony i opiekany, by uzyskać
niezrównaną kruchość skórki. Z kaczki po pekińsku słynie zwłaszcza
restauracja Quanjude, założona w 1864 r. Kaoya serwuje prawie każdy
lokal, jednak im tańszy, tym trudniej zrozumieć, czym wychowany na
mięsie Polak ma się zachwycać. Nie brakuje pierożków (gotowanych lub
podsmażanych) ani potraw z tofu. Główne przyprawy to czosnek, sos
sojowy i imbir. W niezliczonych pekińskich restauracjach skosztować
można też dań każdej innej kuchni chińskiej oraz światowej.Kuchnia
szanghajska
Czerpie z kuchni sąsiednich prowincji, gdzie potrawy o łagodnym smaku
najczęściej przyrządza się na parze, gotuje lub dusi. Powszechnie
używanym składnikiem jest cukier. Do najbardziej znanych dań należy
„Kurczę żebraka” - doprawione mięso owija się w liść lotosu i oblepia
gliną, którą po upieczeniu się rozkrusza. Popularne są też nadziewane
bułeczki na parze i owoce morza, również z hodowli słodkowodnych.
Szczerze mówiąc - nic specjalnego. Na szczęście i tu nie brakuje
restauracji oferujących potrawy intensywniej działające na podniebienie.Kuchnia
kantońska
Swą ogromną różnorodność zawdzięcza połączeniu kuchni regionalnej ze
spadkiem po towarach i kulturach przewijających się niegdyś przez ten
kluczowy port kolonialny. Dominują tu potrawy smażone i pieczone,
przyprawia się zaś stosunkowo łagodnie, głównie imbirem, czosnkiem,
sosem sojowym, cukrem i winem ryżowym. Nie brakuje owoców morza i
egzotycznych zwierząt, makaronów i pierożków o różnorodnym nadzieniu
(słynne dimsum), ale także psów i kotów i tak zwanego „polnego drobiu”:
węży, szczurów, insektów… W procesie przyrządzania smak składników
ulega daleko idącej modyfikacji, pozwalając niekiedy zapomnieć, co się
tak naprawdę je.Kuchnia
syczuańska
Prowincja Syczuan (i sąsiednia Hunan) słynie z potraw niezwykle
ostrych. Podstawowe składniki to papryka - szczególnie chili - imbir i
czosnek. Niekiedy wystarcza sam zapach, by do oczu napłynęły łzy.
Kuchnia ta wedle Chińczyków w zimie rozgrzewa (to zrozumiałe), w lecie
zaś chłodzi (bo wywołuje pocenie). Jeśli nawet ta argumentacja na nas
nie podziałała, to wygląd i woń potraw - zawsze. Jednak bez
paczki chusteczek i zimnego piwa lepiej nie podchodzić.IGRZYSKA
OLIMPIJSKIE
„Jeden świat, jedno marzenie” - tak brzmi hasło Igrzysk Olimpijskich 2008 w Pekinie. Sukces to dla Chin punkt honoru. Władze chcą się pokazać, a Igrzyska mają być wizytówką światowego mocarstwa. Impreza musi przyćmić wszystkie pozostałe, chińscy sportowcy zaś zdobyć najwięcej złotych medali. W Atenach w 2004 r. lepsi od nich byli tylko Amerykanie. Nastrój podniecenia jest mocno wyczuwalny, a do Igrzysk przygotowują się nie tylko sportowcy i urzędnicy. Zwłaszcza młodzież żyje marzeniem o zwycięstwie i zaimponowaniu światu. Nie brak jednak problemów. Decyzja o przyznaniu Pekinowi organizacji Igrzysk była i nadal jest kontestowana przez organizacje działające na rzecz praw człowieka. Chiny krytykują te, jak je nazywają, próby upolitycznienia Igrzysk. Zarazem bezwzględność, z jaką przygotowania posuwają się do przodu, budzi protesty także części obywateli Pekinu. Władze otwarcie za to przyznają się do obaw, by jakość powietrza w Pekinie nie zagroziła niektórym konkurencjom. Rządowi spędza też sen z powiek swoboda, z jaką Chińczycy traktują otoczenie. Aby nie stracić przed obcokrajowcami twarzy, uruchomiono kampanie informacyjne, nakierowane na wyrugowanie złych nawyków. Ekrany w pekińskich środkach komunikacji miejskiej wyświetlają „umoralniające” filmiki, przechodnie na ulicy otrzymują specjalne woreczki do bardziej cywilizowanego odpluwania, zainicjowano „dzień kolejkowicza” 11 dnia każdego miesiąca, a policja wystawia mandaty za śmiecenie. Wysiłki czyni się także w celu poprawienia znajomości języków obcych. Taksówkarze, pracownicy hoteli i sektora usług uczą się podstawowych zwrotów, głównie po angielsku, by w razie potrzeby służyć obcokrajowcom pomocą. Przy tej okazji wymienia się znaki drogowe i tablice informacyjne, których angielszczyzna była często obiektem drwin. Jeśli jednak wszystko pójdzie zgodne z planem, widowisko będzie nie do pobicia. Ceremonię otwarcia i zamknięcia wyreżyseruje nagradzany chiński reżyser Zhang Yimou, a muzykę skomponuje Krzysztof Penderecki. Starożytną grecką ideę przesycać będzie w Pekinie duch chińskości, widoczny już w samym logo Igrzysk i piktogramach poszczególnych dyscyplin, inspirowanych chińskim pismem i pieczęciami. Z kolei pięć oficjalnych maskotek olimpijskich (Fuwa - laleczki szczęścia) to ryba, panda wielka, ogień (olimpijski), antylopa tybetańska i jaskółka. Pojedyncze sylaby imion maskotek układają się w zdanie Beijing huanying ni, co znaczy „Witaj w Pekinie!” Ilość ósemek związanych z Igrzyskami (oficjalnie rozpoczną się o 8:08 wieczorem, 08.8, 2008 r.) nie pozostaje bez związku z chińską magią liczb. W stolicy praca wre, powstają nowe budynki i obwodnice, gęstniejąca sieć metra ma obsługiwać 80 nowych stacji i docierać aż do pekińskiego lotniska. Buduje się trzydzieści jeden ultranowoczesnych obiektów sportowych, z Narodowym Stadionem w formie ptasiego gniazda na czele. Wiele projektów wyszło spod ręki architektów zachodnich. Kontrowersje wokół nich przypominają te wokół obiektów w Atenach, również nie nawiązujących do miejscowej architektury. Na cóż jednak narzekać, skoro wraz z przygotowaniami do Igrzysk rozpoczęto lub przyśpieszono renowację zabytków Pekinu. Kto pośpieszył się z podróżą i przyjechał do chińskiej stolicy zbyt wcześnie, ten Zakazane Miasto czy Świątynię Nieba oglądał przez rusztowania. Ci, którzy narzekają, że polskie i ukraińskie miasta organizujące Euro 2012 dzieli zbyt wielka odległość, powinni zmierzyć dystans między Pekinem a Hongkongiem, gdzie rozgrywać się będą konkurencje jeździeckie. Inne lokalizacje poza Pekinem to Qingdao, Tianjin, Szanghaj, Shenyang i Qinhuangdao. Wszystkie te miasta szykują się na napływ turystów. W Qingdao na półwyspie Shandong oprócz zawodów żeglarskich obejrzeć będzie można architekturę pozostałą w spadku po niemieckich kolonizatorach oraz skosztować piwa Tsingtao z browaru założonego przez Niemców w 1903 r. Cztery pozostałe miasta gościć będą zawodników i kibiców piłki nożnej w ramach eliminacji. Tianjin nad Zatoką Bohai, niegdyś miasto kolonialne, prócz meczów ma też do pokazania tradycyjną chińską starówkę oraz melanż cudzoziemskich wpływów. Dawna stolica cesarzy mandżurskich, a dziś prowincji Liaoning, Shenyang, mieści zespół pałacowy i grobowce. Nieopodal Qinhuangdao „Głowa Starego Smoka”, czyli wschodni kraniec Wielkiego Muru, dotyka wód Pacyfiku. W okresie od 6 do 24 sierpnia rozegrane zostaną 302 konkurencje w 28 dyscyplinach. Oficjalna ceremonia otwarcia odbędzie się 8 sierpnia. Czeka siedem milionów biletów, z czego trzy czwarte zostało przeznaczonych dla mieszkańców Chin. Reszta trafi do zagranicznych entuzjastów sportu za pośrednictwem krajowych komitetów olimpijskich. Aby każdy Chińczyk miał szansę zobaczyć Igrzyska, Komitet Organizacyjny ustalił ceny na niskim poziomie. Bez wątpienia atmosfera na Igrzyskach w Pekinie będzie wyjątkowa. Jeśli nawet nad stadionami nie będzie unosić się smog, to w powietrzu na pewno da się odczuć ciężar ogromnych oczekiwań, ambicji i obaw. Stawka będzie większa niż zwykle. Powierzchnia: 9562 tys. km2 Ludność: 1,3 mld Stolica: Pekin (Beijing) Waluta: yuan renminbi (RMB), 1 EUR = 10 RMB Numer kierunkowy: +86 Placówki dyplomatyczne: Pekin - Ambasada RP, 1 Ritan Lu, 100600 Beijing tel.: +86 10 65321235, faks: +86 10 65321745 Szanghaj - Konsulat Generalny RP, Jianguo Xi Lu 618, 200031 Shanghai tel.: +86 21 64339288, faks: +86 21 64330417 Kanton - Konsulat Generalny RP, 63 Shamian Dajie, Guangzhou 510130 tel.: +86 20 81219993, faks: +86 20 81219995 Hongkong - Konsulat Generalny RP, Suite 2009, Two Pacific Place, 88 Queensway, Central tel: +852 28400779, faks: +852 25960062 Jak
dotrzeć
O połączenia lotnicze z Polski do Pekinu, Szanghaju, Kantonu czy
Hongkongu nietrudno. Bilet powrotny z przesiadką to koszt od około 3
tyś. zł. wzwyż. (np. Kraków-Wiedeń-Pekin 2743.85 zł,
Warszawa-Zurich-Hongkong 3007.41 zł.) LOT zapowiada uruchomienie
połączenia bezpośredniego Warszawa-Pekin od 30 marca 2008 r.Alternatywą jest tygodniowa podróż Koleją Transsyberyjską z Moskwy do Pekinu przez Mongolię lub Mandżurię. Koszt biletów na trasie Warszawa - Pekin zaczyna się od ok. 1500 zł + wizy tranzytowe. Informacje i zamówienia: http://transsib.com.pl/ Polskie biura podróży oferują różnorodne wycieczki do Chin w cenach powyżej 5 tyś. zł. Transport
Zwiedzanie Chin na własną rękę jest tyleż ekscytujące, co ryzykowne.
Mimo rozwoju turystyki, wiele miejsc jest wciąż kiepsko oznaczonych, a
angielszczyźnie tak mieszkańców, jak materiałów informacyjnych nadal
można sporo zarzucić. Ryzykowne nie znaczy jednak niemożliwe. Dobra
mapa, przewodnik i rozmówki plus samodzielność powinny pomóc.Kolej
Pociągi są wygodne i pewne. Dzielą się na cztery klasy: twarde
siedzenia (yingzuo), miękkie siedzenia (ruanzuo), twarde leżanki
(yingwo) i miękkie leżanki (ruanwo). Optymalne nawet na niezbyt długich
trasach są twarde leżanki - wbrew nazwie całkiem wygodne - zapewniają
bowiem minimum prywatności, czego nie można rzec o przedziałach
siedzących; kilka godzin siedzenia twarzą w twarz ze spluwającymi pod
nogi współpasażerami może wykończyć każdego. Niestety nawet na
stosunkowo dużych dworcach o kasy dla obcokrajowców niełatwo. Dobrze
mieć przy sobie karteczkę z wypisanymi po chińsku miastem, klasą itp.,
lub w ostateczności mapę z chińskimi ideogramami (łaciński sposób
zapisu chińskich nazw pinyin może nie wystarczyć). Maksymalne ceny na
trasach: Pekin-Szanghaj 327 yuanów, Szanghaj-Chongqing 242,
Pekin-Urumqi 363.Autokary/autobusy
Komunikacja autokarowa dzięki rosnącej sieci autostrad stanowi dla
pociągów realną alternatywę, zwłaszcza na krótszych trasach. Problemy z
kupnem biletu są jednak podobne jak na dworcach kolejowych. Chcąc
zaoszczędzić, skorzystaliśmy raz z usług prywatnego przewoźnika,
czatującego z autokarem nieopodal dworca. Zapłaciliśmy mniej, ale
podróżowaliśmy dwa razy dłużej. Kierowca objeżdżał zygzakiem wszystkie
wsie na trasie, zbierając pasażerów, i jeszcze zawitał do warsztatu. To
oferta tylko dla ludzi o stalowych nerwach. W autobusach miejskich do
skrzynki obok kierowcy wrzuca się 1-2 yuany. Szczególne emocje
gwarantują autobusy podmiejskie, notorycznie przepełnione i brawurowo
lawirujące po wiejskich drogach. Cena przejazdu na trasie
Hongkong-Hajnan to ok. 200 yuanów.Taksówki
Taksówkarze zobowiązani są do trzymania się wskazań taksometru, ale te
bywają skłonne przychylać się do potrzeb kierowcy. Każde miasto ma
swoje stawki (opłata „za trzaśnięcie drzwiami” wynosi od kilku do
kilkunastu yuanów), trzeba więc dowiedzieć się na miejscu, ile możemy
zapłacić. Ceny za kilometr jazdy w Pekinie wahają się od 1,2 do 2
yuanów, zależnie od standardu samochodu. Kurs z pekińskiego lotniska to
koszt od 70 do 100 yuanów. W razie ewidentnego zdzierstwa lepiej ufać
zdrowemu rozsądkowi, niż podkręconemu taksometrowi, choćby kierowca
podnosił larum; jednak święty spokój też ma swoją cenę.Linie
lotnicze
Na rynku działają liczne linie lotnicze, państwowe i prywatne. Chińscy
przewoźnicy krajowi rokrocznie notują wzrost obrotów. Do najbardziej
znanych należą Air China i China Eastern. Wszystkie prowincje i
metropolie są połączone, rośnie też liczba połączeń regionalnych.
Przykładowe ceny biletów: Pekin-Szanghaj od 61 USD, Pekin-Xian od 57
USD, Pekin-Sanya (Hajnan) od 282 USD.
http://www.airchina.com.cn/en/index.jsp,
http://www.ce-air.com/cea2/en_US/homepageWycieczki
W każdym większym mieście znajdziemy biura podróży (na czele z CITS -
China International Travel Service), oferujące informację turystyczną i
całą gamę wycieczek. Jeśli stacjonujemy w mieście słynnym z wielu
atrakcji (np. Pekin), wystarczy popytać w hotelowej recepcji o
jednodniowe wypady w konkretne miejsca, by sprawnie i niedrogo zwiedzić
miasto i okolice. Przy dobrej sieci metra i autobusowej można pokusić
się o zwiedzanie na własną rękę - pewnie będzie wolniejsze, ale
bardziej zapadnie w pamięć.Klasą samą w sobie są dłuższe wycieczki autokarowe z towarzystwem turystów chińskich. Ceny (od ok. tysiąca juanów, firmowe czapeczki i plecaczki wliczone) obejmują posiłki w niedrogich restauracjach i noclegi w tańszych hotelach, co pozwala na własne oczy poznać tzw. prawdziwe Chiny. Przewodnicy to urodzeni showmani, zabawiający wycieczkę śpiewem i monologami kabaretowymi (po chińsku, ale rozrywka i tak jest przednia). http://www.cits.net/ http://www.ctsho.com/ http://www.chinatraveldepot.com/ Kiedy
jechać
Stosunkowo łatwo uniknąć „złotych tygodni”, kiedy wydaje się, że całe
Chiny ruszają w drogę. Są to Święto Wiosny (Chiński Nowy Rok -
styczeń/luty), Święto Pracy (pierwszy tydzień maja) i Święto Narodowe
(pierwszy tydzień października). Gorzej z okresem wakacyjnym, kiedy
turyści chińscy przypuszczają zmasowany atak na zabytki, góry i plaże.
Zimą lepiej omijać północ, latem na wschodzie trzeba śledzić prognozy
pogody (tajfuny). Letni skwar w połączeniu z zawiesistym smogiem może
popsuć zwiedzanie Wielkiego Muru. Ogólnie rzecz biorąc, najlepsza pora
na zwiedzanie Chin to październik i listopad, kiedy nie docierają
jeszcze zimne wiatry z Syberii, a tropikalne monsuny już przycichły.
Każdy region ma jednak własną pogodową specyfikę.Wizy
Do Hongkongu i Makau wizy nie obowiązują. By uzyskać wizę chińską
potrzebny jest ważny paszport, wniosek wizowy i zdjęcie, a także
kserokopia biletu, potwierdzenie uczestnictwa w wycieczce itp. Wiza
turystyczna wydawana jest na 90 dni. Jeśli w trakcie pobytu w Chinach
zamierzamy je opuścić (np. by zrobić wypad do Hongkongu, traktowanego
pod tym względem jak obce państwo), potrzebna będzie wiza dwukrotna.
Wiza wydawana w ciągu tygodnia jest bezpłatna, tryb ekspresowy kosztuje
150-200 zł.Placówki konsularne: Ambasada ChRL w Warszawie Bonifraterska 1 tel. 022 8319129 faks: 022 6354211 consular@chinaembassy.org.pl Konsulat Generalny ChRL w Gdańsku Grunwaldzka 1 tel. 058 340 26 26 faks: 058 341 56 00 china@consulate.gda.pl http://www.chinaembassy.org.pl/pol/ Gdzie
spać
Informacja hotelowa znajduje się na lotniskach i rozsianych po miastach
punktach obsługi turystycznej (np. CITS). Hotele występują pod każdą
ilością gwiazdek, w stylach międzynarodowym i tradycyjnym chińskim.
Standardem jest klimatyzacja i telewizor. Pobyt w pięciogwiazdkowym
hotelu w Pekinie to minimum 500 yuanów, trzygwiazdkowym - powyżej 200.
W miastach nastawionych na turystykę łatwo o niedrogie (kilkadziesiąt
yuanów) noclegi w hostelach (np. sieć International Youth Hostel).
Klimatyzacja i telewizor to norma nawet w tańszych lokalach, podobnie
jak karaluchy i koedukacyjne łaźnie.Gdzie
jeść
Chińczycy lubią jeść poza domem, więc lokali wszelkiej klasy nie
brakuje. Całkiem przyzwoite restauracje nie nadwyrężają kieszeni
polskiego turysty. Menu bywa przetłumaczone na angielski (nie tyle po
to, by dogodzić obcokrajowcom, ile by zaimponować swojakom), ale
niewiele to da, jeśli poetyckie chińskie nazwy przekładane są
dosłownie. Przed zamówieniem warto spróbować upewnić się, z czego dana
potrawa jest zrobiona. Np. intrygująca „Walka smoka z tygrysem” -
oficjalnie zakazana ze względu na potencjalne przenoszenie wirusów
odpowiedzialnych za SARS - to zupa z węża i kota.Dobry przegląd lokalnych specjalności dają tanie restauracyjki i jadłodajnie, usytuowane przy ulicach lub w centrach handlowych. Stołowanie się tam to łatwizna, nawet, jeśli nie znamy słowa po chińsku. „Wzorcowe” dania wystawione są na widok publiczny lub sfotografowane wraz z karteczką podającą cenę (zwykle ok. kilkunastu yuanów); wystarczy wskazać żądaną potrawę palcem, by za kilka minut ją dostać. Z higieną bywa różnie - wprawdzie wiele lokali zapewnia plastikową zastawę, ale inne podsuwają poczerniałe ze starości drewniane miski czy kubełki. Dla odważniejszych są obwoźne stragany, na których kipią jajka, dusi się tofu i skwierczą kawałki niewiadomych zwierząt, a wszystko to spożywa się w kucki na pobliskim krawężniku. No i jest jeszcze KFC… Zagrożenia/zdrowie
Im dalej na prowincję, tym cudzoziemcy mogą czuć się… bezpieczniej. W
wielkich metropoliach widok obcokrajowca nie wzbudza u bandyty
oszołomienia. Kieszonkowcy są jednak wszędzie tak samo zręczni.Nie ma obowiązku szczepień przy wjeździe do Chin, ale dla pewności można zaszczepić się przeciw żółtaczce typu A. Warto wziąć ze sobą podstawowe leki i środki opatrunkowe, bo w chińskich aptekach trudno się rozeznać. Należy unikać picia wody z kranu. Chińskie toalety publiczne mogą sprawiać wrażenie wylęgarni wszelkich chorób. Nawet zaprawiony w bojach bywalec polskich toalet dworcowych zostanie wystawiony na próbę. Ale jest lepiej, niż się wydaje. Mimo straszliwego brudu, wszechobecne toalety kuczne, zwykle wyposażone w spłuczkę uruchamianą naciśnięciem stopy, lub zgoła bez spłuczki, czasem też pozbawione drzwi, po prostu nie wymagają kontaktu fizycznego. Pieniądze
Na miejscu najłatwiej wymienić na yuany dolary amerykańskie. W Chinach
wymiany dokonują banki, w HK i Makau wszechobecne kantory.
Niewykorzystane yuany z powrotem na dolary wymienić trudniej - przyda
się pokwitowanie z poprzedniej wymiany. W HK nie jest to wymagane.
Pamiętajmy, że yuan powszechnie zwany jest kuai.Zasada „zachowania twarzy” obowiązuje też w restauracjach. Zachodni model „każdy płaci za siebie” jest w Chinach nie do pomyślenia. Naleganie na podzielenie kosztu może obrazić naszego gospodarza. Jedyną metodą oczyszczenia sumienia jest rewanż. Im mniejszy sklep, tym większe ryzyko, że na widok cudzoziemca ceny automatycznie podskoczą. Na szczęście ceny zwykłych towarów nawet po takiej podwyżce będą na naszą kieszeń. Z kolei w towary pamiątkarskie targowanie się jest już wliczone. Fama głosi, że w miejscach uczęszczanych przez turystów ceny są nawet dziesięciokrotnie zawyżone, ale cudzoziemiec może uważać się za twardego gracza, jeśli zbije cenę o 1/3. Negocjacje odbywają się za pomocą podsuniętego przez sprzedawcę kalkulatora - zachodnie i chińskie znaki na palcach bardzo się różnią! Dobrze mieć ze sobą chińskiego znajomego, który potarguje się za nas bez nas. Jeśli takowego nie mamy, pomóc może już tylko pogoda przeganiająca turystów - pluchę zasłaniającą krajobraz może nam rozjaśnić widok straganiarza pakującego wymarzoną pamiątkę po cenie kilkukrotnie niższej niż nominalna. Warto nauczyć się zwrotu tai gui le (wym. tajgłejle) - „za drogo” - i wypowiadać go z wyraźnym oburzeniem. Internet
http://polish.cri.cn/http://www.cnto.org/ http://www.cnta.gov.cn/lyen/ http://www.thebeijingguide.com/ http://www.travelchinaguide.com/ http://www.globtroter.pl/podserwisy/chiny/ |
Dawid Juraszek & Joanna Bogunia |
|