|
Chwycić
wołu za rogi
Czy Rok Wołu przyniesie upadek
dynastii panującej w Pekinie? Światowa gospodarka i chińska kosmologia
są zgodne: wszystko jest możliwe.
26. stycznia Rok Szczura ustąpił Roku Wołu (zwanego też Bawołem lub
Bykiem). Tym samym symbol sprytu i energiczności ustąpił symbolowi siły
i wytrwałości. Już pierwszy miesiąc pokazuje, że w nowym roku
księżycowym mieszkańcom Chin przydadzą się wszystkie te cechy. Bo
ekonomiści i wróżbici mówią jednym głosem – najbliższa przyszłość jawi
się ponuro.
Sięgające korzeniami starożytności wróżbiarstwo to w Państwie Środka
nie żart. Licząca trzy tysiące lat teoria rządów zakłada, że władcy
Chin są reprezentantami Nieba. Jeśli sprawują się źle, Niebo wycofuje
mandat, co przejawia się niezwykłymi zjawiskami: zaćmieniami słońca,
pojawieniem się komet, lawinami. Komuniści starali się wykorzenić stare
obyczaje, ale nawet oni nie mogli nie poczuć dreszczu, gdy w 1976 roku
odwieczna mądrość potwierdziła się, a jakby wyjęta z chińskiego
podręcznika kosmologii katastrofa naturalna zapowiedziała koniec pewnej
epoki.
Wróżenie z kataklizmów
28 lipca 1976 roku przed świtem wstrząs o sile 7,8 stopni w skali
Richtera targnął miastem Tangshan 140 kilometrów na wschód od Pekinu.
Wystarczyło kilkanaście sekund, by milionowy ośrodek przemysłowy został
zrównany z ziemią. Wstrząsy wtórne dokończyły dzieła zniszczenia. Gdyby
kataklizm nastąpił kilka godzin później, kiedy pustoszeją domy, a
zapełniają się ulice, liczba ofiar być może nie byłaby największa w XX
wieku: według oficjalnych statystyk trzęsienie pochłonęło blisko ćwierć
miliona istnień ludzkich, według zaś ocen zagranicznych nawet 650
tysięcy, nie licząc rannych.
Pomimo wcześniejszych prognoz sejsmologicznych, które ostrzegały o
ryzyku w rejonie Tangshan, i pomimo niepokojących zjawisk w przededniu
katastrofy, ówczesna atmosfera ideologiczna w Chinach nie sprzyjała
trzeźwemu osądowi sytuacji. Trwała rewolucja kulturalna, kraj
doświadczał kolejnych odsłon wojny na górze, rozprawy z „elementem
prawicowym” i rugowania dziedzictwa przeszłości. Prognozy i przestrogi
zlekceważono.
Trzęsienie ziemi w Tangshan było więcej niż katastrofą naturalną i
humanitarną – było czytelnym dla każdego Chińczyka znakiem, że niebawem
nastąpią głębokie zmiany. Zgodnie z chińską kosmologią, wielkie
kataklizmy towarzyszą wydarzeniom przełomowym. Ideogram beng
(oznaczający lawinę, zawalenie się, upadek) stosuje się na określenie
śmierci cesarza, a szerzej końca dynastii panującej. Przykłady takiej
zależności znaleźć można zarówno w chińskiej historii, jak w
literaturze. Zgonowi cesarza Duzonga w roku 1274 towarzyszyło
przebudzenie się wulkanicznej Góry Niebiańskiego Oblicza o dzień drogi
od ówczesnej stolicy Linan (dzisiejsze Hangzhou); wkrótce dynastia Song
uległa Mongołom pod wodzą Kubilaj-chana. „Chińska Iliada”, czyli
monumentalna powieść Dzieje Trzech Królestw, już na pierwszych stronach
zapoznaje czytelnika ze złymi omenami zapowiadającymi upadek dynastii
Han w 220 r. n.e. – od trzęsienia ziemi w pobliży stolicy i zapadnięcia
się górskiego szczytu, po przemianę kogutów w kury. Epopeja ta, a przez
to i podstawowa wiedza o tych zależnościach, znana jest każdemu
Chińczykowi nie tylko z kart książki, ale i z niezliczonych filmów,
seriali, sztuk teatralnych, komiksów i gier tworzonych na jej podstawie.
Omen nie kłamał – rok 1976 istotnie obfitował w przełomowe zdarzenia. W
styczniu zmarł premier Zhou Enlai, uważany za człowieka środka, który
zdołał uchronić Chiny przed całkowitym pogrążeniem się w chaosie
rewolucji kulturalnej. W kwietniu przez kraj przeszła fala manifestacji
żałobnych ku jego czci; największa z nich odbyła się w Pekinie i
została brutalnie stłumiona. W lipcu zmarł marszałek Zhu De, tytularna
głowa państwa. 9. września zakończył życie sam Mao Zedong, a w
październiku aresztowano „bandę czworga”, kładąc kres szaleństwu
rewolucji kulturalnej. W kolejnym roku zrehabilitowano Deng Xiaopinga,
dzięki czemu mógł on pod koniec dekady sterować otwarciem się Chin na
świat i wkroczeniem na ścieżkę reform. „Mandat Niebios” dla polityki w
stylu Mao został wycofany.
Parafrazując pierwsze zdanie polskiego odpowiednika Dziejów Trzech
Królestw, „rok 2008 był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na
niebie i ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia”.
Podobieństwa z 1976 rokiem narzucają się same – największą zeszłoroczną
tragedią było majowe trzęsienie ziemi w Syczuanie, które kosztowało
życie 90 tysięcy ludzi, miliony pozbawiło dachu nad głową i ujawniło
skandalicznie zaniedbania przy wznoszeniu budynków szkolnych (zginęło
20 tysięcy uczniów). Ale przecież katastrofa ta, choć największa w
Chinach od trzęsienia w Tangshan i najbardziej wymowna z punktu
widzenia chińskiej kosmologii, nie była jedyną, która w ubiegłym roku
nawiedziła kraj i sprawiła, że zwykli obywatele zadawali sobie pytanie
„Dlaczego?”
Rok Szczura zaczął się od najgorszej zimy półwiecza. Niespotykane
śnieżyce i mrozy zrywały linie energetyczne, niszczyły zasiewy,
powodowały zawalanie się budynków, utrudniały sytuację na drogach.
Miliony ludzi utknęły na dworcach, jeszcze więcej marzło w pozbawionych
zasilania domach. Po raz pierwszy od 135 lat władze Szanghaju musiały
wystosować ostrzeżenie przed opadami śniegu. Ogółem dotkniętych zostało
100 milionów osób.
W czerwcu i lipcu przez południowe Chiny przetoczyła się fala powodzi.
W niektórych miejscach opady były najgorsze od ponad siedemdziesięciu
lat. Obszar Rzeki Perłowej nie doświadczył podobnej powodzi od
półwiecza. Ewakuowano ponad półtora miliona ludzi, a zniszczenia na
polach uprawnych przyczyniły się do już i tak wysokiej inflacji.
Kataklizmem nie naturalnym, a politycznym okazały się marcowe zamieszki
w Tybecie – najkrwawsze od dwóch dekad – i protesty podczas sztafety
olimpijskiej, które pod ostrzał światowej opinii wystawiły tłamszenie
praw człowieka przez władze w Pekinie. Atmosferę wokół sierpniowych
Igrzysk pogorszyły jeszcze zakrojone na szeroką skalę aresztowania i
obostrzenia. Choć pod względem sportowym Igrzyska okazały się sukcesem
(jeśli nie liczyć kontuzji, która uniemożliwiła Liu Xiangowi, wielkiemu
idolowi rodaków, wystartowanie w biegu przez płotki, co Chińczycy
przyjęli z ogromnym rozczarowaniem), to efekt zaimponowania światu
spektakularną ceremonią otwarcia, precyzyjną organizacją imprezy i
osiągnięciami sportowców był krótkotrwały. Już we wrześniu wybuchł
skandal z melaminą w produktach mlecznych, której ofiarą padło ponad 50
tysięcy dzieci oraz reputacja chińskiego przemysłu spożywczego. A potem
oczy wszystkich zwróciły się na walący się gmach światowego systemu
finansowego.
Wróżenie z gospodarki
Już koniec 2008 roku zapowiadał problemy roku bieżącego. „Popyt
zewnętrzny osłabł, słabnie też chińska konkurencyjność. Czy uda się
zmienić tę presję w pozytywny impuls, a wyzwania w szanse – to test na
zdolność Partii do rządzenia i zapanowania nad złożoną sytuacją”
powiedział w listopadzie prezydent Hu Jintao. W Chinach zaczyna rodzić
się poczucie, że po dwu dekadach boomu nadchodzi okres zaciskania pasa.
Eksport spadł do poziomu najniższego od dziesięciu lat, zmuszając firmy
produkujące na zagraniczne rynki do masowych zwolnień. Wzrost
gospodarczy wyniósł w 2008 roku 9% – to najmniej od siedmiu lat
(jeszcze w 2007 roku wyniósł 13%). Co gorsze, tendencja jest spadkowa:
z 10.6% w pierwszym kwartale do 6.8% w ostatnim. Ceny akcji i
nieruchomości lecą w dół, słabnie sprzedaż i zaufanie konsumentów.
Drastycznie tnie się płace – w niektórych przedsiębiorstwach nawet o
trzy czwarte. Prognozy wzrostu gospodarczego na bieżący rok znacząco
odbiegają od dwucyfrowych liczb oszałamiających świat w latach
ubiegłych. Bank Światowy zmniejszył prognozę wzrostu gospodarczego Chin
z 9,2 do 7,5%, czyli najmniej od 1990 roku. Firma konsultingowa AT
Kearney prognozuje nawet zaledwie 6% – połowę poziomu z ostatnich lat.
To wciąż dużo w porównaniu z wieloma gospodarkami Zachodu. Ale tylko
pozornie. Pod względem poziomu produktu krajowego brutto Chiny ustępują
wprawdzie już tylko USA, lecz w przeliczeniu na głowę mieszkańca
znajdują się w okolicach miejsca setnego, zatem spowolnienie marszu ku
dobrobytowi to dla nich de facto krok wstecz. Trzeba też pamiętać, że
ośmioprocentowy wzrost gospodarczy jest uważany w Chinach za minimum
niezbędne do stworzenia wystarczającej liczby miejsc pracy. Co więcej,
Chińczycy są przekonani, że poniżej siedmiu procent niemożliwe staje
się utrzymanie stabilności społecznej.
Regiony, których mieszkańcy od lat emigrują do wielkich metropolii za
niskopłatną pracą, donoszą dziś o skokowym wzroście liczby
powracających. Co roku 5-7 milionów osób opuszcza prowincję, by szukać
zajęcia w wielkich miastach. Obecnie ich perspektywy są coraz gorsze.
20 milionów pracowników sezonowych już padło ofiarą zwolnień. W tej
grupie bezrobocie sięga 15% – to trzy razy więcej, niż oceniano
wcześniej. Realny poziom bezrobocia w miastach, obecnie wynoszący 12%,
może wkrótce sięgnąć 14%. Nowa analiza rządowa mówi wyraźnie, że w tej
sytuacji trudno będzie poprawić poziom życia na prowincji, zależny w
niemałej mierze od pieniędzy przysyłanych przez rodziny pracujące w
miastach. To wyzwanie dla Pekinu, który chce wesprzeć gospodarkę
pobudzając konsumpcję krajową.
Rząd ogłosił zastrzyk finansowy w wysokości 586 miliardów dolarów, a
bank centralny obciął stopy procentowe do poziomu najniższego od 11
lat, choć jeszcze nie tak dawno podnosił je w obawie przed przegrzaniem
gospodarki. Ale jeśli ta i następne interwencje nie przyniosą efektu,
rząd stanie przed falą żądań płacowych i socjalnych. Wysocy
przedstawiciele władz nie ukrywają, że bankructwa i cięcia doprowadzą
do wzrostu bezrobocia i liczby „masowych incydentów”, jak oficjalnie
nazywa się w Chinach demonstracje i zamieszki. Pierwsze protesty
związane z aktualnym stanem gospodarki światowej nastąpiły właśnie w
Chinach – robotnicy i taksówkarze już wyszli w niektórych miastach na
ulice. Incydentów o różnym nasileniu są tutaj tysiące – co dnia.
Minister bezpieczeństwa publicznego poinstruował policję, by była „w
pełni świadoma wyzwań, jakie przynosi światowy kryzys finansowy”.
Nie tylko pracownicy sezonowi doświadczają rozgoryczenia o
niebezpiecznym potencjale. Już od pewnego czasu nadmiar absolwentów
uczelni wyższych powodował trudności na rynku pracy, który nie mógł
wchłonąć wszystkich ambitnych i wykwalifikowanych młodych ludzi. Masowe
zwolnienia i bankructwa ostatnich miesięcy tylko pogarszają sytuację.
Sześć i pół miliona świeżo upieczonych absolwentów, ramię w ramię ze
starszymi kolegami, którzy nie znaleźli pracy w roku ubiegłym, będzie
szukać zajęcia w bieżącym. Wprawdzie tylko 6% wszystkich chińskich
pracowników ma wyższe wykształcenie, ale i tak nie starcza dla nich
odpowiednich miejsc pracy. Czym zajmą się miliony wykształconych
młodych ludzi, bez pracy, za to z długami zaciągniętymi na naukę?
Mandat – tym razem nie Nieba, ale społeczeństwa – na władzę dla obecnej
ekipy zasadza się na generowaniu dobrobytu i polepszaniu sytuacji
obywateli. Jeśli tego zabraknie, jakie uzasadnienie dla swoich
autorytarnych rządów znajdzie Pekin? Poprzednie obchody chińskiego
Nowego Roku również upłynęły ponuro, ale wtedy za problemy
odpowiedzialna była nieprzewidywalna pogoda. Kogo Chińczycy w
ostatecznym rozrachunku obarczą odpowiedzialnością za minorowy nastrój
podczas tegorocznych świąt?
Jakby tego było mało, najbliższe miesiące dają aż nadto symbolicznych
okazji do „masowych incydentów”. W marcu minie równe pół wieku od
krwawo stłumionego tybetańskiego powstania przeciwko chińskiej władzy
komunistycznej, które skończyło się ucieczką Dalaj Lamy do Indii.
Czerwiec to dwudziesta rocznica studenckich protestów na placu
Niebiańskiego Spokoju, mających na celu demokratyzację kraju, a
zakończonych pod gąsienicami czołgów. Wreszcie w październiku przypada
sześćdziesiąt lat od proklamowania Chińskiej Republiki Ludowej. Każda z
tych dat może zapisać się na nowo w historii Chin i świata, jeśli
lokalne demonstracje odniosą ogólnokrajowy skutek.
W języku starochińskim zmiana dynastii nosiła nazwę geming („zmiana
mandatu”). Po 1911 roku, kiedy obalono cesarstwo, wyraz ten zmienił
znaczenie – dziś to „rewolucja”. Bez względu na wiarę lub nie w
kosmologię i wróżby, Chińczycy wiedzą, co znaczy beng i widzą, co
kryzys robi z ich portfelami. W roku 2009, w Roku Wołu, możemy być
świadkami największych wyzwań dla systemu władzy w Chinach od czasu
wydarzeń na placu Niebiańskiego Spokoju równe dwie dekady temu. Czy
przyszła pora na kolejny geming?
|