|
Czy
Obama jest Murzynem?
Zbliżająca się prezydentura
Baracka Obamy otwiera kolejną, być może decydującą batalię o przyszłość
liczącego setki lat słowa Murzyn.
Barack Obama to kwintesencja Afroamerykanina. Ten syn czarnego
Kenijczyka i białej Amerykanki jest dzieckiem dwóch kontynentów
złączonych tragiczną historią, a zarazem symbolem otwarcia nowego jej
rozdziału. Pamięć segregacji rasowej wciąż jest w USA żywa, ale od
teraz jakby mniej ciążąca – także dzięki zdroworozsądkowemu podejściu
Obamy do problemu rasy i rasizmu.
To, co jest jednak ulgą dla Amerykanów, może być problemem dla Polaków,
i nie tylko. Bo oto kandydat Partii Demokratycznej, który przez
ostatnie dwa lata przewijał się przez łamy także polskich gazet, nie
przestanie się przez nie przewijać co najmniej przez następne cztery
już jako czterdziesty czwarty prezydent Stanów Zjednoczonych. A to
oznacza, że polscy komentatorzy, publicyści i zwykli obywatele będą
musieli częściej niż niegdyś konfrontować się z jego kolorem skóry i
problemem odpowiedniego polskiego słownictwa.
Już od dłuższego czasu znaczna część mediów i opinii publicznej operuje
formami „czarny”, „czarnoskóry”, „ciemnoskóry” lub „Afroamerykanin”. I
bardzo dobrze –
synonimy rzecz przydatna. Problem w tym, że najstarszy z polskich
wyrazów stosowanych dla określenia osoby ciemnoskórej, czyli „Murzyn”,
nie jest traktowany równoprawnie. Ba, wspomniane wcześniej słowa
uważane są za jego lepsze, bo neutralne odpowiedniki. Czarnoskórzy
imigranci odbierają to określenie jako obraźliwe. Wtóruje im wielu
„rdzennych” Polaków, którzy w Murzynie słyszą brzęk kajdan i świst
batów. Według nich za porzuceniem Murzyna przemawia rezygnacja z
analogicznych określeń w USA, Wielkiej Brytanii i Francji. Ale czy
rzekomy odpowiednik Murzyna, czyli wyklęty w angielszczyźnie Negro,
jest nim istotnie?
OD SŁOWA DO SŁOWA
„Murzyn” pojawił się w polszczyźnie na długo przed rozkwitem handlu
afrykańskimi niewolnikami, na gruncie którego wyrosły kolonialne
fortuny, bo w XIV wieku. Korzenie tego słowa tkwią w greckim mauros i
łacińskim mauro – wyrazach używanych na określenie bardzo ciemnego,
czarnego koloru. Językoznawcy wskazują też na związek z pojawiającym
się w czternastowiecznych polskich psałterzach przekładem z greckich i
łacińskich słów Aethiops i Aitiops, znaczących mniej więcej tyle, co
„ciemnolicy” (stąd nazwa Etiopii). Dziś pierwotny rdzeń widać w nazwie
Mauretanii i w historycznym odniesieniu do Maurów, którzy od VIII do XV
wieku zamieszkiwali Półwysep Iberyjski.
Z kolei do języka angielskiego rdzeń niger trafił z łaciny za
pośrednictwem hiszpańskiego i portugalskiego dopiero w epoce masowego
handlu niewolnikami. Od XVI do XIX wieku słowo Negro pozostawało w
użyciu jako standardowe określenie człowieka rasy czarnej. Jeszcze w
początkach XX wieku było stosowane także przez czarnoskórych działaczy.
Ponieważ jednak zdecydowana większość osób, w stosunku do których
bezpośrednio używano tego słowa, była niewolnikami, ich potomkami lub
osobami w ten czy inny sposób poszkodowanymi przez stulecia
niewolnictwa, obrosło ono skojarzeniami i znaczeniami nie do przyjęcia
w ciężko doświadczonym przez segregację rasową społeczeństwie. W latach
60. XX wieku zostało wyparte przez słowo czarny (black). Dziś Negro, a
zwłaszcza nigger to w angielszczyźnie angielskiej i amerykańskiej
wyrazy wysoce obraźliwe. Ten pierwszy broni się jeszcze w kontekstach
historycznych, ten drugi jest nie do przyjęcia poza sferą slangu
czarnoskórych, którzy mają swoisty monopol na jego używanie. Jeśli
słowo to w ogóle pojawia się w angielszczyźnie głównonurtowej, to jako
N-word, czyli „słowo na ‘N’”.
Między zatem Murzynem a jego pozornym słownikowym odpowiednikiem Negro
jest niewiele wspólnego – dzieli je pochodzenie i stulecia stosowania.
Murzyn nigdy nie obrósł w polszczyźnie porównywalnie dramatycznymi
skojarzeniami, ponieważ Polacy nie uczestniczyli w handlu afrykańskimi
niewolnikami. Negatywny według niektórych wydźwięk tego słowa pochodzi
niejako „z drugiej ręki”. Większość jego oponentów grzeszy mechanicznym
przekładaniem uwarunkowań obcej kultury, historii i języka na rodzime
realia. Jak to ujmuje językoznawca, doktor Marek Łaziński, angielski
Negro kojarzy się z „Chatą wuja Toma”, zaś polski Murzyn także ze
szlachetnym szekspirowskim Otellem (choć ten ostatni miał zapewne
więcej wspólnego z muzułmańskimi Maurami).
KOWAL ZAWINIŁ, CYGANA POWIESZĄ
Rugowanie z polszczyzny Murzyna przybiera niekiedy groteskowe formy.
Paradoksem jest, że zwolennicy implantowania na nasz językowy i
kulturowy grunt pojęć wyrosłych z obcych doświadczeń nie dostrzegają,
że szukając politycznie poprawnych polskich odpowiedników Murzyna
powielają akurat te wzorce anglosaskie, których kto jak kto, ale
właśnie oni powinni najbardziej się wystrzegać. Bo oto propagowany
epitet „czarnoskóry” jest w istocie rzeczy zbudowany analogicznie do
słowa „czerwonoskóry”, będącego dokładnym tłumaczeniem angielskiego
redskin – słowa uważanego za obraźliwe, a w najlepszym razie
przestarzałe określenie Indianina. Poza tym czarnoskóry jest
niebezpiecznie podobny do niewątpliwie obraźliwego polskiego
„czarnucha”. Warto zwrócić uwagę, że w polszczyźnie właśnie słowa
wyprowadzone z kolorów wykorzystywane są jako niekwestionowane obelgi –
oprócz czarnucha, jest przecież jeszcze „białas” i „żółtek”. Zwolennicy
„czarnoskórego” stąpają więc po linie nie dość, że bardzo cienkiej, to
jeszcze pod napięciem.
Co ciekawe, w XVIII wieku nasi południowi sąsiedzi zrezygnowali z
mouřenina na korzyść černocha. Mimo, że jest określenie neutralne, i
tak muszą bronić je przed automatyzmem politycznej poprawności. Czy
uważalibyśmy za sensowne, by Polacy domagali się od Czechów odrzucenia
słowa černoch, ponieważ pozornie przypomina wysoce obraźliwego
polskiego czarnucha? Z kolei „Niemiec” pochodzi od wyrazu „niemy”,
stosowanego przez Słowian („ludzi słowa”) na określenie cudzoziemców, z
którymi nie można się było dogadać. Ilu Polaków dziś o tym pamięta? I
ilu zgodziłoby się zaniechać mówienia „Niemcy”, by nie urazić
mieszkańców Deutschlandu? A przecież dokładnie z tym mamy do czynienia
w przypadku Murzyna i Negro.
Profesor Ireneusz Bobrowski zwraca uwagę, że gdyby słowo Murzyn nie
było w swej istocie neutralne, zwrot taki jak „piękna Murzynka”
tworzyłby podobny dysonans, jak „porządny bandyta” czy „miły czarnuch”.
Niestety nie da się jednak ukryć, że w uszach pewnej liczby Polaków
taki zwrot dziś już nieprzyjemnie zgrzyta. Część osób zawodowo i
hobbistycznie śledzących amerykańską kampanię wyborczą publicznie
krzywiło się na słowa Tomasza Lisa, że oto Murzyn jest o krok od
prezydentury USA.
Pewien komentator podczas radiowej dyskusji przyrównał słowo Murzyn do
słowa „pedał”, które według niego było kiedyś powszechnie używane na
określenie homoseksualisty, a teraz jest słowem „hańbiącym” mówiącego.
Analogia ze wszech miar chybiona – potoczny pedał powstał przez
podobieństwo do formalnego słowa pederasta i w najmniejszym stopniu nie
ma porównywalnej z Murzynem historii oficjalności i neutralności. Mimo
to naskórkowa chwytliwość tej analogii podkopuje pozycję Murzyna.
Niektórzy zajmują jeszcze bardziej ekstremalne stanowisko. Dla nich
samo określenie „czarny” jest rasistowskie. Przecież w polszczyźnie
wszystko, co czarne, jest złe: czarna owca, czarna magia, czarny
charakter, czarna niewdzięczność, i tak dalej. Najwięksi ekstremiści
widzą w tym nawet dowód na rzekomo typowy dla Polaków – i innych
narodów europejskich, które używają analogicznych zwrotów – wrodzony
rasizm. Teza tyleż mocna, co mylna, bo czarnymi, a także brązowymi,
nazywają się sami amerykańscy i brytyjscy Murzyni, nie wyłączając
Baracka Obamy. Brak kompleksów tego ostatniego widać było choćby wtedy,
kiedy odpowiadając na pytanie o psa, który będzie towarzyszył nowej
Pierwszej Rodzinie w Białym Domu, oświadczył: „Chcielibyśmy psa ze
schroniska. Wiele z nich to mieszańce – jak ja.”
Politycznie poprawna nowomowa nastręcza także pewnych kłopotów
lingwistycznych. Faworyzowane obecnie określenia „czarny” i
„czarnoskóry” są z językowego punktu widzenia krokiem w tył –
wypróbowany i elastyczny rzeczownik Murzyn miałby zostać zastąpiony
pośrednimi formami opisowymi, wymagającymi dopracowania (np. kwestia
pisowni wielką lub małą literą). Z kolei zastępowanie Murzyna
Afroamerykaninem (i ewentualnie Afroeuropejczykiem) a także
Afrykańczykiem nie uwzględnia faktu, że poza czarnoskórymi Afrykę
zamieszkują także Berberzy, Arabowie i biali potomkowie kolonistów.
Najlepiej byłoby stosować konkretne określenia narodowościowe
(Etiopczyk, Zambijczyk itd.), ale często jest to przecież niemożliwe.
Murzynowi szkodzą także powiedzenia z nim związane: „Murzyn zrobił
swoje, Murzyn może odejść”, „biali Murzyni”, czy „sto lat za
Murzynami”. Trzeba jednak zwrócić uwagę, że poza tym ostatnim,
powiedzenia te nie są wymierzone przeciw czarnoskórym, lecz przeciw
niewolniczej pracy jako takiej. Wytykany palcami jest i nieszczęsny
„Murzynek Bambo” Juliana Tuwima, odbierany przez znających język polski
czarnoskórych imigrantów jako poniżający. A przecież jeśli nawet
przyjąć, że ów wierszyk
może ośmieszać Murzynów, to nie tym jednym słowem, a swoją treścią.
Zamiana „Murzynka” w tytule na „Afrykańczyka” czy „czarnoskórego” nie
sprawi, że obrażonym czytelnikom wierszyk o Bambo nagle wyda się
niewinny. Nie w Murzynku więc problem.
CZARNE PERSPEKTYWY
Tak czy owak, Murzyn, nie ze swojej winy, ale przez opartą na błędnych
podstawach nadgorliwość, nabiera coraz bardziej pejoratywnego
znaczenia. Mimo lepszego pochodzenia i nie tak negatywnych jak Negro
konotacji, skazany jest chyba na odejście w niesławie. Wielu Polaków i
obcokrajowców z dobrych intencji i złych wniosków obarcza Murzyna
wszystkimi minusami Negro. Dla rosnącej liczby rodaków słowo to jest
dzisiaj obraźliwe i żadne argumenty, czy to lingwistyczne, czy
historyczne, nie zmienią raczej ich zdania. Mamy do czynienia z
samospełniającą się przepowiednią – wystarczająco częste powtarzanie,
że słowo „Murzyn” jest obraźliwe, koniec końców uczyni je takim w
oczach ogółu. Także niżej podpisany należy do tych osób, które mimo
racjonalnych argumentów czują się nieswojo, używając „słowa na ‘M’”.
„Afrykańczyk”, pomimo swoich niedostatków, najprawdopodobniej zacznie
prędzej czy później spełniać podobną rolę, co równie nieprecyzyjny
termin Azjata, często oznaczający przede wszystkim skośnookich
mieszkańców Dalekiego Wschodu, choć przecież nie tylko oni mieszkają w
Azji. Czarny i czarnoskóry (Czarnoskóry?) z czasem zakorzenią się w
polszczyźnie, a na widok „Murzyna” w starych książkach oczom wyobraźni
czytelników ukażą się okręty, plantacje i okrwawione łańcuchy.
Słowo Murzyn bywało i nadal bywa stosowane z rasistowską intencją.
Problem nie tkwi jednak w tym konkretnym słowie, a w rasizmie.
Wyrugowanie Murzyna nie zapewni, że sam rasizm zostanie wyrugowany. W
użyciu będą po prostu inne słowa; przecież nawet eleganckiego
„Afroamerykanina”, podobnie, jak „geja”, można wymówić z akcentem
pogardy. Ale odprawienie sędziwego Murzyna na śmietnik historii zapewni
odprawiającym coś innego – dobre samopoczucie.
|