Co
łączy wydawców, sportowców i
rząd w Pekinie? Wszyscy chcą ugrać coś na Igrzyskach. Ci pierwsi ugrają
pewnie najmniej, ale śmiem twierdzić, że to ich właśnie działania
najlepiej przysłużą się ludzkości. Przy okazji bowiem Igrzysk i dzięki
szumowi wokół Państwa Środka w księgarniach pojawiają się nowe i
wznawiane książki o Chinach i z Chin, a pośród nich również literatura
piękna.
Do tej ostatniej należą dwie pozycje wydawnictwa Iskry: "Sprawiedliwe
wyroki sędziego Baogonga" i "Mnisi-czarnoksiężnicy, czyli niesamowite
historie o dziwnych ludziach". Tytułowy bohater pierwszej to postać
autentyczna, sędzia działający za dynastii Północnej Song (960-1127),
którego sława zwróciła uwagę samego cesarza. Podróżując po kraju
prostował on kręte ścieżki sprawiedliwości tak skutecznie, że trafił na
stałe do chińskiej kultury. Z anonimowego zbioru 62 opowiadań w polskim
wydaniu ukazało się 20. Jeszcze większa selekcja potrzebna była w
przypadku drugiego zbioru. Jego autor, Pu Songling (1630-1715),
nauczyciel przez lata dążący bezowocnie do uzyskania tytułu
urzędniczego, napisał aż 431 (!) 'dziwnych opowieści'; w polskim
wydaniu znalazło się 17.
Podobnie jak wiele innych wydanych dotąd w Polsce chińskich dzieł, oba
zbiory ukazały się jeszcze za komuny, ale w odróżnieniu od takich
klasyków, jak "Dzieje Trzech Królestw" czy "Opowieści znad brzegów
rzek", przełożone zostały bezpośrednio z języka chińskiego. Dziś, pół
wieku po pierwszych wydaniach, oba zbiory trafiają na nowo do rąk
głodnego chińszczyzny czytelnika.
Przez ten czas wiele się zmieniło, m.in. zasady transkrypcji języka
chińskiego, co znalazło odzwierciedlenie w nowych wydaniach. Zmieniła
się także atmosfera wokół chińskości - niegdyś odległy, skryty i
zamknięty kraj dziś narzuca się światu z każdej sklepowej półki, kole w
oczy rozbuchanymi wizualnie superprodukcjami filmowymi i przerabia
turystów w ilościach hurtowych. Literaturę chińską czyta się więc dziś
nie po to, by w ogóle zetknąć się z Chinami, ale by odkryć w nich coś
więcej, by dokopać się do magii przysypanej tonami tanich towarów.
A magii w obu książkach nie brakuje. Że pojawia się ona w
Mnichach-czarnoksiężnikach, nie może zaskakiwać, ale i sędzia Baogong
nie korzysta wyłącznie z rozumu, sięgając chętnie po moce
nadprzyrodzone, wizje i sny. W "Kocie o nefrytowej twarzy" nękany przez
zmiennokształtne duchy-szczury nie waha się przenieść czarodziejską
sztuką przed oblicze Cesarza Niebios. Na ziemi zaś, jeśli trzeba, sięga
też po… kije. Te ostatnie użyte przez głupiego lub złego sędziego
potrafią skłonić niewinnych do przyznania się do najgorszej zbrodni,
ale Baogong stosuje je na pohybel złoczyńcom.
Chciałoby się postawić Baogonga w jednym szeregu z Sherlockiem
Holmesem; Chińczyk nie jest jednak detektywem, a sędzią, prokuratorem i
inspektorem w jednej osobie, który poza karaniem bandytów, mężobójczyń
czy chutliwych mnichów zajmuje się naprawianiem błędów popełnionych
przez urzędników. Część opowiadań zaczyna się od szczegółowego
przedstawienia przebiegu zbrodni, zaś sposób ich demaskowania bywa
zapowiedziany już w tytule ("Łódź o podwójnym dnie"). Siłą rzeczy uwaga
czytelnika skupia się nie na samej zagadce, a na poczynaniach Baogonga,
realiach i otoczce obyczajowej.
Opowiadania kończą się wyrokami przywracającymi w społeczeństwie
upragniony ład. Wpojone jednak tytułem przekonanie o ich
„sprawiedliwości” jeszcze przed końcem lektury zaczyna się chwiać. Na
tle opisywanych sędziów i urzędników Baogong istotnie jawi się jako
ostoja sprawiedliwości, ale jego wyrokom można wiele zarzucić. Bo czy
np. pożądliwy kupiec Qiu Jixu za uwiedzenie żony urzędnika Zhanga Yinga
powinien zostać ścięty, gdy samego Zhanga za zamordowanie żony i
służącej tylko zdymisjonowano? ("Wino przyczyną jej śmierci czy
rozpusta?") Śledzenie zawiłości dawnego chińskiego poczucia
sprawiedliwości wynagradza z nawiązką niedostatek tajemniczości.
O Pu Songlingu, autorze Mnichów-czarnoksiężników chciałoby się rzec, że
to taki chiński Poe czy Grabiński; niestety, pisał coś zupełnie innego.
Chociaż brał na warsztat nawiedzone klasztory i czarownice-lisice,
demony i wróżbitów, duchy przychylne, nieszczęsne i złośliwe, to
zamieszczone w zbiorze opowiadania, podobnie jak opowieści o Baogongu,
odstają od modelu zachodnich 'opowieści z dreszczykiem'. Występujące w
nich postaci fantastyczne stanowią przeważnie element fabuł
obyczajowych, zdominowanych perypetiami miłosnymi, zawodowymi czy
finansowymi, a większość opowiadań kończą wyrażone wprost morały i
filozoficzne refleksje skierowane do czytelnika.
Do mniejszości należą opowiadania takie, jak "Sztuka czarodziejska",
gdzie akcja obraca się wokół sztuczek mściwego wróżbity, którym bohater
musi stawić czoło. Bardziej typowa dla charakteru całości jest opowieść
"Śmieszka Yingning", gdzie dziwnym trafem kłamstwo wypowiedziane, by
ulżyć cierpiącemu z miłości młodzieńcowi, okazuje się prawdą, a pozorna
trzpiotka istotą obdarzoną niezwykłymi mocami.
Wciągające fabuły niejako przy okazji dają czytelnikowi pojęcie o życiu
w Chinach sprzed wieków, czego nie można powiedzieć o obliczonych tylko
na efekt wizualny i propagandowy hitach kinowych w rodzaju "Domu
latających sztyletów" czy "Hero". Obok egzotycznej fantastyczności to
właśnie realia są u Pu Songlinga, podobnie jak w opowiadaniach o
Baogongu, najbardziej zajmujące.
Oba tomiki opatrzono przedmowami Tadeusza Żbikowskiego z dawnych wydań
oraz aktualnymi posłowiami Marcina Jacoby. Przydają one opowiadaniom
tła i przystępnie wprowadzają czytelnika w historię chińskiej
literatury. Ogólny efekt potęgują też starochińskie ilustracje. Aż chce
się powiedzieć, że oba zbiorki łączą przyjemne z pożytecznym, bawiąc
uczą, ucząc bawią. Co niniejszym czynię.
Dawid Juraszek
Anonim z XVI wieku:
Sprawiedliwe
wyroki sędziego Baogonga. Tłum. Tadeusz Żbikowski. Iskry 2008.
Cena 24,90