Tygrys! Tygrys!
czyli nowe spojrzenie na przekład wierszy już przełożonych


„The Tyger” Williama Blake’a to wiersz, do którego szańców od dawna szturmują liczni tłumacze. Tych sześć czterowersowych strof o układzie rymów aa bb i charakterystycznym, dobitnym rytmie ma na sumieniu niejedno dobre samopoczucie polskiego translatora – chyba żaden jeszcze nie wyszedł z zapasów z Tygrysem obronną ręką. W desperackich próbach pokonania oporu stawianego przez oba języki nie raz dopuszczano się ciosów poniżej pasa; gra „fair play” z autorem i czytelnikiem zdawała się raczej pętać niż uskrzydlać.


Zmagając się z formalną, treściową i znaczeniową materią wiersza popełniano niejedno faux pas. Prym wiodły m.in. błędy  językowe (Z nieśmiertelnej ręki czyjej / Jąłeś swej strasznej symmetryjej – Adam Pomorski) lub kpiny ze smaku literackiego odbiorcy (Jakie tam pracowały młoty – Zygmunt Kubiak, Jaka straszna dłoń? i stopa? – Jolanta Kozak, Mordercze mózgów potęgi – Pomorski), nierzadko też ośmieszano tytułowego tygrysa bądź jego części ciała (Kto je wprawił w ruch i jakim / Prztykiem strasznym lub kopniakiem? – Józef Waczków), nachalnie archaizowano (Z jakich oków i hamerni? / W jakiej mózgi twe giserni – Pomorski, Gdy rój gwiazd ciskał swoje włócznie / Na ziemię, łzami wilżąc jutrznię – Stanisław Barańczak, W jakiej głębi, w jakiej dali / Mógł się ócz twych ogień palić – Krzysztof Puławski), rozpaczliwie usiłowano coś z rymami zrobić, albo i nie (Jakim skrzydłem On ulata? / Czyja ręka ogniem włada? –  Kozak, Twą przeraźliwą piękność jakież / stworzyły ręce, jakież oczy? – Kubiak),  nagminnie mylono jagnię z Barankiem, a wreszcie bezskutecznie mocowano się z inwokacją do Tygrysa (Tyger! Tyger!), już to bezceremonialnie go popędzając (Tygrys! Tygrys!), już to zwracając się doń uroczyście i z rewerencją (O, Tygrysie!), i wiele, wiele innych podobnych „kwiatków”.

Drobiazgowo przeanalizowawszy całość tych usiłowań doszedłem wszelako do wniosku, że może to być jakiś sposób na Tygrysa. Skoro bowiem profesjonaliści co rusz porzucają zdrowy rozsądek, wiedzę i wyczucie językowe, by zapuszczać się w zdradliwą dżunglę filologicznego ryzykanctwa w pogoni za wymykającym się wciąż Tygrysem, to może nie gdzie indziej, tylko tam kryje się rozwiązanie i warto by pójść krok dalej, tzn. cały przekład oprzeć na takim właśnie podejściu? Czerpiąc zatem garściami z dorobku poprzedników stworzyłem oto nowy przekład tego klasycznego już wiersza:


The Tyger

Tyger! Tyger! burning bright
In the forests of the night,
What immortal hand or eye
Could frame thy fearful symmetry?

In what distant deeps or skies
Burnt the fire of thine eyes?
On what wings dare he aspire?
What the hand dare sieze the fire?

And what shoulder, & what art.
Could twist the sinews of thy heart?
And when thy heart began to beat,
What dread hand? & what dread feet?

What the hammer? what the chain?
In what furnace was thy brain?
What the anvil? what dread grasp
Dare its deadly terrors clasp?

When the stars threw down their spears,
And watered heaven with their tears,
Did he smile his work to see?
Did he who made the Lamb make thee?

Tyger! Tyger! burning bright
In the forests of the night,
What immortal hand or eye
Dare frame thy fearful symmetry?


Tygrys

Hej, Tygrysie! Lśnisz ogniście
Tam, gdzie nocą pnie i liście!
Jakie Ręce czy Tęczówki
Splotły straszne twe połówki?

Gdzie w odległym głąbie, niebie
Ócz twych płomień tchnęli w ciebie?
Skrzydła z nim aspirowały?
Ręce ognia zdobyć śmiały ?

Czyje Ramię, czyja Sztuka
W tym, że serce twoje puka?
Jak namotać można żyły
Że aż Członki się strwożyły?!

Jakie Piece oraz Młoty
Wykuwały mózgu sploty?
Gdzie cisnęli na Kowadło,
Wzięli zgrozy twe w Imadło?

Gdy dzidami gwiazdy cisły
I ich łzy na niebo trysły
Czy się czuł On jak u siebie
(Zrobił Jagnię!) robiąc ciebie?

Ej, Tygrysie, lśnisz ogniście
Tam, gdzie nocą pnie i liście!
Jakie Ręce czy Tęczówki
Śmiały straszne spleść połówki?


Dlaczego jest to dobre tłumaczenie? Dlatego, że jest tu wszystko: i błędy językowe, i wysilone archaizacje, i rymy częstochowskie, i naigrywanie się z Tygrysa, czytelnika, autora, krytyka etc. Jestem jednak gotów bronić tych rozwiązań translatorskich do upadłego. I tak z góry uprzedzam atak na moją wersję dwuwiersza What immortal hand or eye / Could frame thy fearful symmetry. Skoro mnogość tłumaczy „symetrię” raczyła zastąpić „doskonałością”, a, jak wiadomo, symetrię z definicji tworzą dwie doskonale identyczne połowy, to śmiem twierdzić, iż mój wariant nie jest wcale gorszy od innych. Co więcej, na pozór niezgodna z oryginałem pisownia Rąk i Tęczówek (te ostatnie zastąpiły „oko” zgodnie z zasadą pars pro toto) ma swe głębokie uzasadnienie właśnie w oryginale: Blake obdarzył te części ciała nadprzyrodzonymi cechami poprzez przymiotnik immortal, zatem by nadać im, i innym pojawiającym się w tekście obiektom, podobnie nadnaturalny charakter bez użycia słowa „nieśmiertelne” zastosowałem duże litery. I wreszcie kwestia inwokacji – aż dziw bierze, że nikt na to jeszcze nie wpadł! Moja wersja pozwala rzucić nowe światło na stosunek narratora do Tygrysa, której to ewentualności dotychczasowi tłumacze zdawali się nie dostrzegać.

Pozostałe rozwiązania pozostawiam osądowi Czytelnika. Jeśli mój przekład wytrzyma w Jego oczach porównanie z innymi (lub nawet je przewyższy), świadczyć to będzie, iż przeprowadzone przeze mnie rozumowanie i będąca jego konsekwencją przyjęta metoda przekładania poezji już przełożonej są właściwe, a co za tym idzie, mogą okazać się przydatne w codziennej praktyce translatorskiej każdego ambitnego tłumacza.


Dawid Juraszek


[powrót do Czytelni]